
Posłowie: Paweł Kukiz, Andrzej Zapałowski, Tadeusz Samborski/iTV Sejm
W ostatni piątek w gmachu Sejmu RP odbyło się posiedzenie Parlamentarnego Zespołu ds. Kresów Rzeczypospolitej Polskiej. Tematem były zagrożenia dla polskiej oświaty na Litwie i dramatyczna sytuacja polskich szkół w rejonie trockim, gdzie bezprawnie zlikwidowano Szkołę Podstawową im. Andrzeja Stelmachowskiego w Starych Trokach oraz likwiduje się Gimnazjum im. Longina Komołowskiego w Połukniu. Na zaproszenie przewodniczącego Zespołu, w obradach brał udział osobiście prezes Związku Polaków na Litwie i wielokrotny europoseł z Wileńszczyzny Waldemar Tomaszewski. Poza liderem polskiej społeczności na Litwie w obradach brali udział także przedstawiciele społeczności szkolnej szkół mniejszości polskiej ze Starych Trok oraz Połuknia, a także przedstawiciele Kancelarii Prezydenta RP oraz MSZ. „Szkoły są rzeczywiście kwestią kluczową. Mam pełną świadomość, że strona litewska łamie tutaj zarówno prawo międzynarodowe, konwencję jak i traktat dwustronny” – oświadczyła wicedyrektor Departamentu Współpracy z Polonią i Polakami za Granicą w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Agnieszka Wielowieyska. Wydaje się, że w sprawie praw polskiej mniejszości na Litwie został osiągnięty rzadko widoczny w polskim parlamencie konsensus. Sprawą zajmują się bowiem zarówno politycy opozycji jak i koalicji rządzącej.
W Europie rozlewa się międzynarodowy skandal w sprawie dyskryminacji Polaków z Wileńszczyzny
„Społeczność Szkoły im. Andrzeja Stelmachowskiego w Starych Trokach od ponad trzech lat zmaga się z poczuciem niesprawiedliwości i brakiem realnej pomocy ze strony władz Macierzy. Pomimo protestów, wieców oraz jednoznacznego sprzeciwu rodziców, nauczycieli i uczniów, od 1 września 2025 roku szkoła została zdegradowana do rangi filii Gimnazjum w Trokach. Również po ponad trzech latach walki rodziców uczniów Gimnazjum im. Longina Komołowskiego w Połukniu, władze rejonu trockiego zdecydowały o jej likwidacji, a proces reorganizacji nauczania doprowadzi do funkcjonowania szkoły w Połukniu już tylko w formie filii innej szkoły, co oznacza faktyczną likwidację. Rodzice uczniów obu szkół kilkukrotnie protestowali w Wilnie pod siedzibą rządu Litwy przeciwko likwidacji gimnazjów. Zaledwie 28 listopada 2025 roku społeczność Gimnazjum im. Komołowskiego świętowała w tym gmachu 110 rocznicę powstania pierwszej regularnej szkoły z polskim językiem nauczania w Połukniu. Było ono prowadzone w miejscowości także w czasie okupacji niemieckiej i Związku Radzieckiego. A teraz dochodzi do skandalicznego zdegradowania placówki.” – czytamy w niedawnym liście skierowanym przez Polaków z Wileńszczyzny do senatorów z Komisji Spraw Emigracji i Łączności z Polakami za Granicą.
Przypomnijmy, że 22 stycznia odbyło się w Parlamencie Europejskim w Strasburgu posiedzenie Intergrupy ds. Tradycyjnych Mniejszości Narodowych i Językowych – zwołane na wniosek frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów. Europosłowie omówili na tym posiedzeniu sytuację polskiej oświaty na Litwie, ze szczególnym uwzględnieniem polskich szkół w rejonie trockim, które są ofiarą skandalicznej dyskryminacji na tle narodowościowym. Pokłosiem tych działań jest wizyta na piątkowym posiedzeniu Parlamentarnego Zespołu ds. Kresów Rzeczypospolitej Polskiej europosła z Wileńszczyzny Waldemara Tomaszewskiego, który jest członkiem właśnie frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów w PE.
Wystąpienie europosła z Litwy

Europoseł z Wileńszczyzny Waldemar Tomaszewski/iTV Sejm
W czasie posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Kresów Rzeczypospolitej Polskiej wystąpił zatem przewodniczący Związku Polaków na Litwie Waldemar Tomaszewski, który od czterech kadencji zasiada w Parlamencie Europejskim. Gość polskich parlamentarzystów przypomniał, że na Litwie obecnie do szkół uczęszcza około 11,5 tysiąca polskich dzieci oraz kilka tysięcy polskich dzieci uczęszcza do polskich przedszkoli. Europoseł z Wileńszczyzny przypomniał, że polskie szkolnictwo na Litwie nieprzerwanie funkcjonuje od setek lat, a uniwersytet w Wilnie powstał jako druga uczelnia w Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Jak podkreślił Tomaszewski – nauczanie w języku polskim trwało także w czasie okupacji oraz w czasach sowieckich przed odzyskaniem przez Litwę niepodległości. Przewodniczący Związku Polaków na Litwie podkreślił, że nie tylko faktyczna likwidacja polskich szkół na Litwie stanowi problem, ale także brak w tym kraju szkół kształcących nauczycieli odpowiednio przygotowanych do prowadzenia zajęć w języku mniejszości narodowych. Tomaszewski podkreślał, że w wielu litewskich gminach Polacy nadal stanowią na Wileńszczyźnie większość mieszkańców, ale nawet w tych rejonach zamieszkałych przez Polaków w liczbie około 10-30% ogółu członków społeczności, likwidowane są ostatnie szkoły z polskim językiem nauczania. Taka sytuacja – według europosła – dotyczy szkół w Starych Trokach i Połukniu, które są likwidowane przez litewskie władze samorządowe wbrew polskiej społeczności lokalnej, z naruszenie prawa, a także wbrew stanowisku radnych Akcji Wyborczej Polaków na Litwie-Związku Chrześcijańskich Rodzin, którzy w rejonie trockim posiadają 25% mandatów.
W sposób bezpardonowy dochodzi do naruszenia prawa, czasami wewnętrznego naszego kraju, a także międzynarodowej konwencji ramowej o ochronie praw mniejszości narodowych, której artykuł dwudziesty drugi wyraźnie mówi o tym, że nowe akty prawne nie mogą umniejszać tak zwanych praw nabytych. Oczywiście narusza się artykuł czternasty traktatu polsko-litewskiego, w którym jest zagwarantowane nauczanie w języku ojczystym”
– powiedział na posiedzeniu Zespołu europoseł z Wileńszczyzny i podkreślił, że sprawa właściwej reakcji jest dosyć pilna, bo gdy nie będzie polskich szkół na Litwie, to także upływ czasu spowoduje, że w perspektywie kilku dekad nie będzie także społeczności polskiej na Litwie.
To oczywiste nawiązanie w wypowiedzi Tomaszewskiego do sytuacji Polaków z Kowieńszczyzny, którzy podlegali historycznie polityce asymilacyjnej Litwy. Obszar ten do drugiej wojny światowej zamieszkiwali Polacy, w głównej mierze potomkowie słynnej sienkiewiczowskiej szlachty laudańskiej wymienionej w „Potopie” Henryka Sienkiewicza. Stanowili tu w 1920 r. 55% ogółu ludności. Na samej Laudzie właściwej, w parafiach (gminach) takich jak Kiejdany, Wędziagoła, Łopie, Skorule, Pacunele i Wodokty Polacy stanowili 80-90% wszystkich tutejszych mieszkańców, w położonych bardziej na południe od Laudy parafiach: Datnów (Dotnuva), Żejmy, Janów, Bopty, Łobunów i Kowno 70-80%. Sytuację tę przypomina tutejsze powiedzenie o tym, że: „od Datnowa do Janowa wszędzie słychać polska mowa”. Nawet spis ludności przeprowadzony w 1916 r. przez Niemców okupujących Litwę wykazał, że Polacy stanowili 34,5% mieszkańców samego Kowna (drugą grupę stanowili Żydzi, a trzecią Litwini). Polityka litewska z czasów międzywojnia – zamykanie polskich szkół, represje stosowane wobec radnych i posłów narodowości polskiej oraz ataki na media polskie doprowadziły do głębokich zmian narodowościowych na tym terenie. Dzisiaj w Kownie mieszka jedynie około 2,5 tysiąca Polaków, co stanowi poniżej procenta ogółu mieszkańców.
Polski MSZ przyznaje, że strona litewska łamie prawo międzynarodowe i traktat na traktat dwustronny

Agnieszka Wielowieyska/ITV Sejm
„Z ogromnym smutkiem wysłuchuję tych wypowiedzi” – powiedziała wicedyrektor Departamentu Współpracy z Polonią i Polakami za Granicą w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Agnieszka Wielowieyska. „Przyznaję, tak jak pan przewodniczący Tomaszewski powiedział – bez szkół nie będzie w ogóle o czym rozmawiać za chwilę. Szkoły są rzeczywiście kwestią kwestią kluczową” – dodała przedstawicielka MSZ obecna na posiedzeniu Zespołu.
„Mam pełną świadomość, że strona litewska łamie tutaj zarówno prawo międzynarodowe, konwencję jak i traktat dwustronny z dziewięćdziesiątego czwartego roku i w ostatnim czasie, zarówno pan prezydent Nawrocki jak i pan premier Tusk, jak posłowie (…) te kwestie podnosili. Tak, jak to już zostało powiedziane, trzeba się zastanowić nad konkretnymi środkami, które mogłyby przynieść jakiś efekt, bo jak widzimy te środki dyplomatyczne takiego efektu jak oczekiwałam, jako jakbyśmy chcieli – nie przyniosły” – oświadczyła przedstawicielka MSZ.
Poseł prof. Zapałowski: Polska w coraz większym stopniu gwarantuje bezpieczeństwo państwa litewskiego

Poseł prof. Andrzej Zapałowski (Konfederacja)/iTV SEJM
„Myślę, że tutaj jako posłowie z różnych partii z koalicji i z opozycji, zastanowimy się nad listem do pana prezydenta i do ministra spraw zagranicznych, żeby zwrócili szczególną uwagę na aktualną sytuację w tym rejonie trockim, tych szkół” – powiedział w dyskusji nad przedstawionym problemem przewodniczący Parlamentarnego Zespołu ds. Kresów Rzeczypospolitej Polskiej poseł prof. Andrzej Zapałowski z Konfederacji. „Tutaj trzeba zwrócić po prostu szczególną uwagę na to, że tak naprawdę Polska w coraz większym stopniu i Litwini są tego coraz bardziej świadomi – gwarantuje bezpieczeństwo państwa litewskiego” – podał poseł z Przemyśla. „Polska ma istotny wpływ i ja uważam że będzie miała tak naprawdę fundamentalny wpływ, na zapewnienie bezpieczeństwa Litwie – tego pierwszego można powiedzieć aspektu działań wpływu, demonstracje siły, wymuszania czegoś po prostu na korzyść Litwy. (…) Nie można prowadzić nawet lokalnej samorządowej polityki w poprzek interesów, o które oni zabiegają. Bo to jest – tak naprawdę – interes konserwatystów, którzy podnoszą kwestie bezpieczeństwa na jeden z najwyższych pułapów. To musi myślę wybrzmieć – także w pewnych takich sugestiach w stosunku do strony litewskiej. To jest niezwykle ważne po prostu, bo może te aspekty w jakiś sposób dotrą do tych samorządowców. Tak jak mówię, ja obserwuję politykę zagraniczną Litwy i widać już, że obecny rząd, obecny prezydent jakby po prostu zmieniał stosunek coraz bardziej w stosunku do Polski, coraz bardziej chce zacieśniać relacje, budować po stronie litewskiej wspólny poligon przy granicy z Polską. Widzi coraz większe znaczenie Polski w tym wszystkim. Ale to nie może być po prostu w oderwaniu od interesów i praw polskich mieszkańców na Litwie” – powiedział poseł Konfederacji.
WYSTĄPIENIE POSŁA PROF. ANDRZEJA ZAPAŁOWSKIEGO
Poseł Samborski: Wołanie do Macierzy
„Wspólnym mianownikiem jest wołanie do Macierzy o udzielenie pomocy i takie jest przesłanie. To jest taki wręcz czasem rozpaczliwy głos” – ocenił poseł Tadeusz Samborski z Polskiego Stronnictwa Ludowego.

Poseł Tadeusz Samborski/iTV SEJM
„21 stycznia 2005 roku Adam Rotfeld wygłosił podobną informację – jak wczoraj minister Sikorski – na temat najważniejszych zadań polityki zagranicznej i tam był w ogóle akapit poświęcony trudnościom w realizacji traktatu z Litwą. Już wtedy Adam Daniel Rotfeld, 21 lat temu, sygnalizował, że są problemy, są jakieś przeciwwskazania ze strony litewskiej. Upłynął szmat czasu i niestety nawet te bolączki są aktualne. Po prostu – jest jakaś niemoc państwa. Musimy to uświadomić tym naszym głównym decydentom – chociaż każdy próbuje obok tego tematu, przejść ponad tym tematem. Jest to niezwykle zasmucające. My tu nie chcemy żadnych przewrotów czynić, ani napinać tej atmosfery, ale tak jak pan przewodniczący powiedział – stosowne listy do pana prezydenta i do ministra spraw zagranicznych możemy przygotować i ten temat będzie obecny w naszej działalność i także poselskim forum w formie interpelacji, oświadczeń poselskich i tego tematu” – podsumował poseł PSL.
„Wykorzystać bardzo dużą wielką przychylność pana prezydenta Rzeczypospolitej”
Za brawurową należy uznać wypowiedź europosła VI kadencji, doradcy ds. międzynarodowych w Parlamencie Europejskim, dr. Bogusława Rogalskiego.
Od kilku dekad, my zbieramy się o różnych gremiach i dyskutujemy o tym i bardzo dobrze. Natomiast należałoby wreszcie wyciągać wnioski, a przede wszystkim rozpocząć działanie. Ja tu patrzę przede wszystkim w stronę ministerstwa spraw zagranicznych – jako tego gremium, które ma największy wpływ na relacje polsko-litewskie. Należałoby wykorzystać bardzo dużą, wielką przychylność pana prezydenta Rzeczypospolitej, który rozumie te sprawy bardzo dobrze”
– mówił dr Bogusław Rogalski, który stoi także na czele Zjednoczenia Chrześcijańskich Rodzin. Prezes ZChR opisał także zdziwienie jednej z europosłanek w czasie posiedzenia Intergrupy ds. Tradycyjnych Mniejszości Narodowych i Językowych w Parlamencie Europejskim z 22 stycznia bieżącego roku.
Zdziwienie było bardzo wielkie – to co pan prezes powiedział – zwłaszcza jednej z europosłanek, która dopytywała dwukrotnie, bo nie mogła zrozumieć jak to jest możliwe, że strona Polska nie reaguje w obronie swojej mniejszości narodowej. Dopytywała dlatego, bo myślała, że było jakieś przekłamanie w tłumaczeniu. Jest zatem zdziwienie naszych kolegów z Europy Zachodniej, którzy nie rozumieją – w jaki sposób można własną mniejszość narodową pozostawić na pastwę w innym państwie i zachowywać się jak macocha, a nie jak matka”
– relacjonował dr Bogusław Rogalski.

Dr Bogusław (L) Rogalski/iTV Sejm
„Chciałbym zwrócić uwagę na kwestię międzynarodowe i traktaty. Cieszy mnie niezmiernie, że MSZ przed chwilą – jak pani zechciała to powiedzieć, że mamy pełną świadomość jako MSZ, że Litwa łamie prawo międzynarodowe i łamie traktat polsko-litewski. Proszę mnie wyprowadzić z błędu, ale ja o żadnej nocie dyplomatycznej w tej sprawie od trzech dekad nie słyszałem. Skoro jest ta świadomość, to dlaczego nie są podejmowane kroki przewidziane konwencją wiedeńską o prawie traktatów z 1969 roku, która mówi wprost, że jeśli jedna z układających się stron nie wypełnia w całości lub w części traktatu, to druga strona ma prawo w całości lub w części zawiesić funkcjonowanie traktatu. To są mocne środki, ale niezbędne – być może – tak zwany „wstrząs elektryczny” po to, żeby można było przywrócić właściwe relacje w stosunku do polskiej mniejszości narodowej na Litwie. Relacje nasze powinny być tak dobre, jak dobre będzie traktowanie naszej polskiej mniejszości na Litwie. Nie może być tak, że władze rejonu samorządowego ustawiają do kąta państwo polskie. Jakaś grupa liberałów zaczadzona antypolskością – ustawia do kąta państwo polskie, a gdzie prestiż naszego państwa, gdzie próba wypełnienia zobowiązań traktatowych? Przypomnę artykuł trzynasty, który mówi o tym, że osoby należące do mniejszości polskiej mają być traktowane bez jakiejkolwiek dyskryminacji. Bez jakiejkolwiek – to było dopowiedzenie traktatowe celowo użyte, aby nie przyszło nikomu do głowy – po drugiej stronie granicy, aby jakikolwiek sposób naszych rodaków dyskryminować wobec pełnej równości wobec prawa.” – tłumaczył doradca ds. międzynarodowych w Parlamencie Europejskim.
Komisja Wenecka – co najmniej dwukrotnie w tej sprawie – się wypowiadała i również potwierdzała, że regres prawny jest niedozwolony w prawie międzynarodowym – jeśli to dotyczy praw nabytych obowiązujących mniejszości narodowych. Zatem mamy instrumenty, państwo polskie ma wszelkie instrumenty wynikające z konwencji wiedeńskiej o prawie traktatów do tego, aby wyegzekwować ochronę praw polskiej mniejszości narodowej. Jakby nie było, w rejonie trockim mamy do czynienia z jawną premedytacją, dyskryminacją polskości i likwidacją faktyczną placówek oświatowych nauczających polskie dzieci w języku polskim”
– ocenił dr Bogusław Rogalski.
Padł tutaj – moim zdaniem – bardzo niebezpieczny pomysł skierowania sprawy do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Drodzy państwo, to jest „pisanie na Berdyczów”. Rozprawy przed trybunałem trwają wiecznie. Złożenie takiej skargi sprawia, że stan obecny – czyli ten bezprawny w rejonie trockim – zostałby zawieszony do czasu wydania wyroku, decyzji przez Trybunał. Po prostu – nie idźmy tą drogą! Te kwestię można załatwić od razu poprzez działania dwustronne (…) Nie może być tak, że samorząd, mer samorządu na tak niskim szczeblu, dopuszcza się tak skandalicznych działań wobec polskiej mniejszości narodowej, polskiego szkolnictwa – a nasz kraj traktuje tę kwestię jakby co najmniej rejon trocki był mocarstwem atomowym i nie można się odezwać w obronie naszych rodaków.”
– przekonywał w swoim wystąpieniu prezes Zjednoczenia Chrześcijańskich Rodzin.
WYSTĄPIENIE DR. BOGUSŁAWA ROGALSKIEGO
Skargi do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka to strata czasu
W trakcie dyskusji w czasie posiedzenia Zespołu pojawił się wspomniany wyżej pomysł na kierowanie skarg w sprawie działań władz litewskich wobec szkolnictwa polskiego na Wileńszczyźnie do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Taka droga została jednoznacznie skrytykowana także przez przewodniczącego Związku Polaków na Litwie, europosła Waldemara Tomaszewskiego. Przedstawiciel polskiej społeczności z Wileńszczyzny wskazał, że sądy są upolitycznione i często działają „na telefon”. Tomaszewski wskazał, że na Litwie to Sejm Republiki Litewskiej stanowi prawo, a nie sądy. Dodał on, że to „strata czasu”, który jest ważny w tej kwestii. Europoseł z Wileńszczyzny podziękował wszystkim obecnym na posiedzeniu Parlamentarnego Zespołu ds. Kresów Rzeczypospolitej Polskiej.
Sprawa reakcji na dezintegrowanie polskiego szkolnictwa na Wileńszczyźnie zdecydowanie połączyła polityków z różnych opcji politycznych. Można zatem spodziewać się rosnącej presji na rozwiązanie tej sprawy przez stronę litewską.
(pac)/NGOPOLE.pl


Nagroda Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich za najlepszy artykuł

Dodaj komentarz