Węgierskie referendum pod ostrzałem krytyki. Czy o wyniku wyborów zadecydują kwestie światopoglądowe i moralne?

Zastępca Naczelnego1

Foto ilustracyjne/YouTube.com

Po tym, jak 9 stycznia Trybunał Konstytucyjny w Budapeszcie zatwierdził pytania do ogólnokrajowego referendum, na Zachodzie rozpoczęła się kolejna fala ataków na Węgry.

Przypomnijmy, że 3 kwietnia odbędą się w tym kraju wybory parlamentarne połączone z referendum, podczas którego obywatele odpowiedzieć mają na cztery pytania:

1) czy popierasz organizowanie w szkołach publicznych zajęć dla nieletnich dotyczących orientacji seksualnych bez zgody rodziców?

2) czy popierasz promocję zabiegów zmiany płci wśród nieletnich?

3) czy popierasz nieograniczoną ekspozycję nieletnich na treści medialne o charakterze seksualnym, które mogą wpływać na ich rozwój?

4) czy popierasz projekcje treści audiowizualnych wspierających zmianę płci wśród nieletnich?

Dyskryminujące referendum

Sam pomysł, by zadać obywatelom Węgier powyższe pytania, wywołał liczne protesty. Uznano, że oznacza to „dyskryminację osób LGBT”. Komisarz praw człowieka Rady Europy Dunja Mijatović nazwała referendum „godnym głębokiego ubolewania”, dodając, że edukacja seksualna „jest niezbędna i pomaga budować bardziej zintegrowane społeczeństwa”, zaś projekty węgierskich władz „ograniczają wolność wypowiedzi i oświaty”.

Francuska agencja prasowa AFP ogłosiła, że przy wsparciu finansowym instytucji unijnych uruchomi węgierskojęzyczny portal lakmusz.hu, który oficjalnie ma walczyć z dezinformacją podczas kampanii wyborczej na Węgrzech, jednak w rzeczywistości – jak wskazuje na to użyta retoryka – będzie wspierał jedną ze stron kwietniowej konfrontacji przy urnach.

Węgierski politolog Daniel Hegedüs, pracujący jako ekspert ds. Europy Środkowej amerykańskiego think tanku German Marshall Fund, stwierdził z kolei, że Europa powinna przygotować się do tego, by ogłosić wybory 3 kwietnia jako sfałszowane i nieważne.

Im większa krytyka, tym większe poparcie

W ten sam nurt wpisuje się apel dwudziestu organizacji pozarządowych działających na Węgrzech i odwołujących się do idei społeczeństwa otwartego, wysłany przez nie do Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE) oraz do Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka (ODHIR) z prośbą o przysłanie na wybory i referendum obserwatorów międzynarodowych w tak dużej liczbie, jakiej nie było do tej pory w żadnym kraju Unii Europejskiej.

To nie jedyny apel wystosowany w ostatnich dniach przez działające na Węgrzech organizacje pozarządowe. Dziesięć z nich (w tym Budapest LGBTI Pride oraz Amnesty International, wspierane finansowo przez George’a Sorosa) wezwało wyborców, by nie oddawali swojego głosu podczas referendum, żeby w ten sposób zaniżyć wymaganą frekwencję, a więc unieważnić wynik ogólnonarodowego plebiscytu.

Sygnatariusze odezwy zapomnieli dodać, że nawet jeśli w referendum weźmie udział niewystarczająca liczba głosujących, to i tak nie zmieni to obowiązującego prawa. Przypomnijmy, że 13 czerwca 2021 roku parlament w Budapeszcie (stosunkiem głosów 157 do 1) uchwalił ustawę, zgodnie z którą nikt nie ma prawa prowadzić edukacji seksualnej w szkołach dzieci bez wiedzy i zgody ich rodziców, propagować wśród nich zmiany płci oraz odmiennych orientacji seksualnych, w tym homoseksualizmu, a także podważać biologicznej tożsamości płciowej, z którą się one urodziły.

Pomysł rozpisania referendum pojawił się kilka tygodni później, po tym, jak wspomniana ustawa doczekała się zmasowanej krytyki na Zachodzie, a niektórzy premierzy, ministrowie i unijni komisarze zagrozili Węgrom sankcjami finansowymi, a nawet wyrzuceniem z Unii Europejskiej. W obliczu takiej presji Viktor Orbán postanowił więc odwołać się woli większości społeczeństwa i zorganizować w tej sprawie plebiscyt.

Część prawicowych polityków na Węgrzech uważa, że nikt nie robi lepszej kampanii wyborczej obecnej władzy niż właśnie unijni urzędnicy, zachodni politycy czy liderzy organizacji pozarządowych występujący przeciw referendum. Im mocniej krytykują wspomniane prawo, tym bardziej utwierdzają obywateli Węgier w przekonaniu, że trzeba bronić dzieci i poprzeć w tej walce Fidesz. Ten ostatni staje się bowiem w oczach większości Madziarów jedyną siłą na scenie politycznej dążącą do ochrony osób nieletnich przed agresywną deprawacją.

Już za dwa i pół miesiąca przekonamy się, czy powyższa kalkulacja sprawdzi się w rzeczywistości przy urnach.

Źródło: Grzegorz Górny, wPolityce.pl

  1. tomcio_paluch
    | ID: d721f70f | #1

    Zdaniem Pani Komisarz Dunji Mijatovic edukacja seksualna nieletnich ma”budować bardziej zintegrowane społeczeństwa”, a ogłoszenie referendum w tej sprawie „ogranicza wolność wypowiedzi i oświaty” (sic!). Taki bełkot przerasta wszystkie nowomowy z czasów realnego socjalizmu.

Zasybskrybuj źródło komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.