Znamy podział mandatów w nowym Bundestagu. Rozpoczyna się kanclerski poker. Koalicja „jamajska” czy „sygnalizacji świetlnej”?

Zastępca Naczelnego

Prezes ZChR dr Bogusław Rogalski pod gmachem Bundestagu/Facebook

W niedzielnych wyborach do niemieckiego Bundestagu, według wstępnych wyników, najwięcej głosów zdobyła socjaldemokratyczna SPD – 25,7 proc., pokonując chadecką Unię CDU/CSU – 24,1 proc. Wiadomo już, jak te rezultaty przełożą się na liczbę posłów w nowej kadencji parlamentu, który powinien ukonstytuować się do 26 października. Już teraz socjaldemokratyczna SPD przystępuje do, jak to określają media, kanclerskiego pokera. Chadecy z CDU/CSU też deklarują, że chcą stworzyć nowy rząd RFN. A Zieloni i liberalna FDP bardzo chcą współrządzić. – Dla Polski nie ma większego znaczenia, która z formacji SPD czy CDU/CSU będzie tworzyła nowy rząd niemiecki jako siła wiodąca. W polityce zewnętrznej polityka Niemiec się nie zmieni. Budowa hegemonicznej postawy naszego zachodniego sąsiada w Unii Europejskiej będzie zasadniczo kontynuowana – powiedział Niezależnej Gazecie Obywatelskiej prezes Zjednoczenia Chrześcijańskich Rodzin, eurodeputowany VI kadencji, dr Bogusław Rogalski.

W nowym Bundestagu zasiądzie 735 posłów – wynika z danych federalnej komisji wyborczej. Zwycięska SPD otrzyma 206 mandatów (o 53 więcej, niż w poprzednich wyborach w 2017 roku), w ławach Unii zasiądzie 151 posłów CDU (spadek o 49) i 45 z CSU (mniej o jednego posła), Zieloni będą mieli 118 przedstawicieli (o 51 więcej).

W stosunku do poprzedniej kadencji zyska też FDP – będzie mieć 92 posłów (o 12 więcej). AfD zmniejszy liczbę swoich przedstawicieli o 11 – teraz będzie ich 83. Mocno spadnie też liczba deputowanych Lewicy – będzie ich 39, aż o 30 mniej, niż w kończącej się kadencji Bundestagu.

Do parlamentu dostał się także jeden poseł Związku Wyborców Południowego Szlezwiku (SSW), reprezentujący mniejszość duńską w RFN.

Jedno wiadomo już na pewno: będzie to pierwszy od 2005 r. gabinet bez Merkel

Rozmowy koalicyjne zainicjuje partia, która zdobyła w wyborach najwięcej głosów. To zwycięzca wybierze partię – zwykle jedną lub dwie – z którymi w ramach koalicji będzie współtworzyć nowy rząd. Zwycięska partia wskazuje także swojego kandydata do objęcia urzędu kanclerza. Z kolei kanclerz wyznacza jednego z członków gabinetu (zazwyczaj współkoalicjanta) na wicekanclerza.

Dla ustępującej kanclerz Angeli Merkel (CDU) kadencja nie skończyła się z dniem wyborów – będzie ona urzędować na stanowisku aż do czasu wyłonienia nowego rządu i następującego krótko po tym zaprzysiężeniu nowego kanclerza. Jak podkreślają niemieckie media, jest prawdopodobne, że Merkel uda się wyprzedzić Helmuta Kohla w rankingu najdłużej urzędujących kanclerzy RFN. Kadencja Kohla, zakończona w 1998 roku, trwała 5870 dni. Aby pobić ten rekord, Merkel musiałaby pozostać na stanowisku przynajmniej do 17 grudnia.

Termin zaprzysiężenia nowego gabinetu i nowego kanclerza zależy od przebiegu i postępów rozmów koalicyjnych – w 2007 roku okres od wyborów do zaprzysiężenia kanclerza wyniósł niewiele ponad miesiąc, w 2013 – zajęło to prawie trzy miesiące, od września do grudnia. Wyjątkowo długo odbywało się to po wyborach cztery lata temu – rozmowy i negocjacje trwały od września 2017 do 12 marca 2018 roku, kiedy to chadecy z CDU/CSU zawarli ostatecznie porozumienie z socjaldemokratami z SPD. Dwa dni później Bundestag zatwierdził powołanie Merkel na urząd kanclerza i dokonano zaprzysiężenia członków nowego rządu, tzw. Wielkiej Koalicji (Unia i SPD).

O przyszłym składzie rządu Niemiec jedno wiadomo już na pewno: będzie to pierwszy od 2005 roku gabinet bez Merkel, która zrezygnowała z reelekcji jako pierwsza osoba na stanowisku kanclerza w powojennej historii Niemiec.

Kanclerski poker – kto z kim stworzy nowy rząd i kto zastąpi Merkel?

Ponieważ zarówno koalicja SPD z Zielonymi i FDP, jak i CDU/CSU z tymi samymi partiami będzie miała większość w Bundestagu, zarówno kandydat socjaldemokratów na kanclerza Olaf Scholz, jak i lider chadeków Armin Laschet zadeklarowali w wieczór wyborczy chęć stworzenia własnych sojuszy.

Nie ma w tym nic niepokojącego. Gdyby pokonanym udało się stworzyć stabilną, zdolną do pracy koalicję, która miałaby nawet coś w rodzaju programu, byłby to pokaz działania demokracji”

— zauważa tygodnik „Spiegel”.

Trend spadkowy skazanej na zagładę (…) SPD został zatrzymany – i to jak. Olaf Scholz, jak nikt inny, prowadzi socjaldemokratów z powrotem na szczyt. Po raz pierwszy od czasów Gerharda Schroedera w 1998 roku partia ta może ponownie stać się najważniejszą siłą w Niemczech. Ale nic jeszcze nie zostało wygrane. To, czy będzie rządzić, jest kwestią otwartą”

— komentuje z kolei publicystka telewizji ARD Wenke Boernsen.

Scholz dał już do zrozumienia, że jako ewentualny kanclerz chce zdecydować, z kim chce rządzić – a chce rządzić z Zielonymi i FDP. Scholz prowadził już wiele negocjacji koalicyjnych, zarówno na szczeblu federalnym, jak i lokalnym – zauważa komentatorka.

Rządzić ma zamiar również CDU/CSU.

Dla Lascheta zapowiedź utworzenia rządu jest również ucieczką do przodu. Wynik: niepewny. W ostatnich miesiącach Laschet, w przeciwieństwie do Scholza, sprawiał niekiedy wrażenie, jakby w tej kampanii wyborczej błądził po omacku”

— stwierdza Boernsen. Dodaje, że wynik chadecji, która zdobyła najmniej głosów w historii wyborów federalnych „nie był spowodowany wyłącznie słabym kandydatem. Problemy Unii sięgają głębiej i zaczęły się wcześniej. Istnieją głębokie pęknięcia, zwłaszcza w CDU. (…) Pod rządami (Angeli) Merkel konflikty te były długo ukrywane pod płaszczykiem sukcesu (…)”.

Laschet osiągnął w tych wyborach przynajmniej cel minimum.

Zapewnił sobie możliwość objęcia stanowiska kanclerskiego, a tym samym własną przyszłość polityczną na szczycie partii. Nacisk na Lascheta, by utworzył rząd, jest duży. W spodziewanych trudnych rozmowach koalicyjnych jego umiarkowany, mediujący styl polityczny powinien mu jednak pomóc”

— uważa publicystka ARD. Chadecy mogliby rządzić w koalicji z Zielonymi i FDP.

Zieloni w porównaniu z wynikiem z 2017 roku, kiedy to weszli do Bundestagu jako najmniejsza grupa parlamentarna z wynikiem 8,9 proc., odnieśli w niedzielę wielki sukces. Są trzecią siłą polityczną i „praktycznie nie ma żadnego sposobu na nieuwzględnienie ich przy tworzeniu rządu; tak więc Zieloni prawie na pewno znajdą się w rządzie niezależnie od konstelacji” – ocenia Boernsen. Dodaje, że Zieloni chcą być w rządzie „praktycznie za wszelką cenę, najchętniej z SPD”.

FDP może czuć się zwycięzcą wyborów, nie tylko ze względu na znaczny wzrost poparcia w stosunku do 2017 roku, ale również dlatego, że prawdopodobnie odegra ważną rolę w tworzeniu rządu – uważa publicystka ARD.

FDP jest potrzebna, a nie zawsze tak było. W kampanii wyborczej po raz kolejny dominował Christian Lindner (lider ugrupowania). FDP zdecydowanie chce współrządzić, co łączy ją z Zielonymi. FDP również jest „praktycznie skazana na współrządzenie”. Lindner ostatnio wielokrotnie dawał do zrozumienia, że wolałby rządzić z Unią. Mówi się, że jest zainteresowany ministerstwem finansów”

— zauważa Boernsen.

Kanclerz nie jest w Niemczech wybierany bezpośrednio. W wyborach do Bundestagu obywatele głosują na posłów, którzy z kolei wybierają szefa rządu federalnego. Jeśli żadna partia nie uzyskuje w wyborach bezwzględnej większości – a właśnie taki jest wynik niedzielnych wyborów – rozpoczynają się rozmowy koalicyjne. W czasie ich trwania pozostaje u władzy stary rząd. Może to trwać nawet kilka miesięcy. Kanclerz jest wybierany dopiero po osiągnięciu porozumienia o koalicji. Następcą Merkel, która przez 16 lat sprawowała urząd kanclerza RFN może więc być albo Scholz, albo Laschet.

Nowy Bundestag powinien ukonstytuować się najpóźniej 26 października.

 

Źródło: kpc/PAP/wPolityce.pl/Twitter/NGOPOLE.PL

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.