Więcej znaczy realnie mniej. Jarosław Kaczyński ma o czym myśleć

Zastępca Naczelnego

Paweł Czyż, screen TVP

235 posłów i 48 senatorów. Prawo i Sprawiedliwość wbrew całej narracji poniosło poważne straty wynikające z oczywistych błędów taktycznych. Brak zdolności do utworzenia pod auspicjami PiS koalicji dysponującej większością konstytucyjną skazuje partię Jarosława Kaczyńskiego na nieustanną wojnę z większością senacką, grillowanie przez postkomunistów i rozrost ugrupowania Korwina-Mikke.

„Czerwona kartka” dla szefa Rady Mediów Narodowych i brak jego sejmowej reelekcji, klęska wyborcza Stanisława Piotrowicza czy porażka Anny Sobeckiej … wskazują jasno, że wielu Polaków głosowało na Prawo i Sprawiedliwość z braku alternatywy albo jednak pozostało w domu – pomimo jakiejś dozy sympatii dla partii Jarosława Kaczyńskiego.

Rekomunizacja

W lutym 2018 roku na łamach „Kuriera Wnet” w artykule, pt. „Dajcie ostatecznie domknąć się trumnie komunizmu! Nie warto promować postkomunistów, aby nimi okładać totalną opozycję” … ostrzegałem, że promowanie postkomunistów źle się skończy.

„Niektórzy członkowie „grupy trzymającej władzę” pojawiają się stale na rozmaitych antenach TVP, Polskiego Radia, portalach internetowych i w gazetach, jakby moralnie zostali rozgrzeszeni za PRL. (…) Od miesięcy niektóre media „prawicowe” odnajdują na swoich łamach miejsce dla takich osób, jak Kazimierz Kik, Leszek Miller, Włodzimierz Czarzasty czy Aleksandra Jakubowska.

Kazimierz Kik – tytułowany „profesorem” po Akademii Nauk Społecznych przy PZPR, Leszek Miller – „magister” Wyższej Szkoły Nauk Społecznych przy KC PZPR, Włodzimierz Czarzasty – szef SLD (nowej „poczwarki” PZPR), czy właśnie Aleksandra Jakubowska… stali się dla niektórych tzw. prawicowych mediów najwidoczniej poważnymi komentatorami rzeczywistości politycznej AD 2017. Wielu oburza kara finansowa dla TVN-u, ale już nie – jawne promowanie postkomunistów, czasem też w „nowej” telewizji publicznej, utrzymywanej częściowo również z pieniędzy podatników pokrzywdzonych bezpośrednio oraz pośrednio działalnością PPR/PZPR/SdRP/SLD.

Kończy taki „magister” Leszek Miller czy Włodzimierz Czarzasty swoje „bajki” w tzw. prawicowych mediach i idzie pod Sejm RP protestować z byłymi SB-kami przeciwko obniżeniu im świadczeń. Zatem gdzie sens promowania postkomunistów? Efekty tej niefrasobliwości niektórych mediów widać już w sondażach, bo SLD regularnie uzyskuje obecnie 5% poparcia. Czasem nawet 8%… Zatem warto zaapelować do tzw. prawicowych mediów. Dajcie ostatecznie domknąć się trumnie komunizmu! Nie warto promować postkomunistów, aby nimi okładać tzw. totalną opozycję. Lepiej miłośników PRL z SLD mieć pod gmachem Sejmu RP niż ponownie w ławach poselskich (…)”.

– apelowałem.

Ostatni rok to było apogeum rekomunizacji. W moim rodzinnym mieście SLD w wyborach samorządowych osiągnęło 1% poparcia. W ostatnią niedzielę ponad 13% …

Taktyczne seppuku na raty

Polacy doskonale widzą przegraną przez PiS batalię o sądownictwo. Widzieli też reanimowanie obozu postkomunistycznego przez ich nieustanne promowanie w publicznych mediach. Skoro zatem Prawo i Sprawiedliwość uznaje polityków Sojuszu za normalny element sceny politycznej … to nie sposób się dziwić ich niedzielnemu wynikowi. Niemniej, narrację mediów sprzyjających obozowi rządzącemu ocenili sami wyborcy PiS … wskazując swoją opinię odrzuceniem wspomnianej kandydatury Krzysztofa Czabańskiego – ten sposób medialnego przekazu im nie odpowiada. W tym samym czasie, gdy promowano SLD podjęto też decyzję o ocenzurowaniu w tych samych mediach lidera Konfederacji Polski Niepodległej – Niezłomni, Adama Słomki.  Tymczasem to jego walka z „nadzwyczajną kastą”, budowa miasteczka protestu pod Sądem Najwyższym czy antykomunizm powinien być elementem przyjaznej informacji ze strony Telewizji Polskiej czy Polskiego Radia, a także samych polityków PiS. To dziś Jarosławowi Kaczyńskiemu wydać mogło plon w postaci twardej, antykomunistycznej grupy parlamentarzystów, z którymi można było uzyskać większość konstytucyjną. Wybrano jednak inaczej. Więcej – próbowano zbudować medialne wrażenie, że Konfederacja to ekipa Janusza Korwin-Mikkego, a nie środowisko Adama Słomki, które działa od 40 lat! Tymczasem … osobiście nie sądzę, aby była możliwość zbudowania przez PiS jakiegoś układu z prorosyjskim obecnie Januszem Korwin-Mikke …

W 2018 roku, przy okazji wyborów do Parlamentu Europejskiego podjęto decyzję o storpedowaniu projektu tzw. „partii radiomaryjnej”. W efekcie, środowisko prokatolickie zagłosowało nogami – dlatego do Sejmu RP z listy PiS nie dostała się – zasiadająca tam od 22 lat – liderka tej frakcji Anna Sobecka. Osłabiony Paweł Kukiz dysponuje sobą i czterema posłami, bo ktoś uwierzył, że PiS osiągnie samodzielnie większość konstytucyjną, a zatem można rozsypać projekt polityczny tego kontrowersyjnego muzyka. Tymczasem prawda jest brutalna. Wystarczyło, aby PiS zdobyło w ostatnią niedzielę o pięć mandatów mniej, a dziś tworzyć mógłby się nowy rząd PO-SLD-PSL …

Trzeba też dodać, że wynik PiS przełożyć mógłby się na uzyskanie większości konstytucyjnej gdyby poza Sejmem RP pozostała partia Czarzastego albo prezes Kaczyński dał zielone światło na ugrupowanie na prawo od Prawa i Sprawiedliwości złożone umownie z polityków tzw. „radiomaryjnych”, środowiska Adama Słomki i Marka Jurka. Również wówczas twór Korwina-Mikke nie miałby żadnych szans na osiągnięcie 5 procent poparcia. W obu przypadkach system dzielenia głosów spowodować powinien uzyskanie większości konstytucyjnej.

Czeka nas zatem przykre czterolecie – jałowe dyskusje w Sejmie RP nad aborcją, LGBT, emeryturami komunistycznych siepaczy i torpedowanie projektów PiS w Senacie RP. Czekają nas też targi Porozumienia Jarosława Gowina i Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobro o wpływy w koalicji Zjednoczonej Prawicy kosztem PiS, bo obie partie już dziś poszerzyły swoje grupy poselskie kosztem ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego. Miało być pięknie, a jest … jak jest.

 

 

Paweł Czyż

REDAKTOR NACZELNY NGO 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.