Nie było podstaw do ogłoszenia alertu burzowego

Zastępca Naczelnego

Fot. za YT

Przed czwartkową, tragiczną w skutkach burzą na Podhalu Rządowe Centrum Bezpieczeństwa nie wysłało zwyczajowego alertu do osób przebywających w tym regionie, który powiadomiłby je o zagrożeniu, ponieważ współpracujący z nim Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej nie wydał na ten dzień ostrzeżeń – poinformowało Radio RMF FM.

Alert RCB to SMS-owy system powiadomień. Jest wykorzystywany w sytuacjach nadzwyczajnych, wtedy gdy występuje duże prawdopodobieństwo bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia na znaczącym obszarze”

– czytamy na stronie internetowej rozgłośni.

Instytut wyjaśnił, że wydał rano komunikat pogodowy dla Podhala i przewidywał w nim burze, ale – jak napisano w przekazanej RMF informacji – nie spełniały one obowiązujących w naszym kraju kryteriów przewidzianych dla formułowania ostrzeżeń wydawanych w przypadku prognozowania silnych porywów wiatru (powyżej 70 km/h) i ulewnego deszczu (od 20 milimetrów).

Byliśmy w bezpośredniej bliskości tego zdarzenia. Wybraliśmy akurat wejście na Kopę Kondracką. Około godziny 13.00 burza pojawiła się nie wiadomo skąd, nagle.  Zachmurzyło się, coś zaczęło lekko wiać, zaczęło kapać. I te chmury nie były ciężkie, stalowe, normalne chmury takie białe, trochę ciemniejsze. I nagle burza. No i były trzy, cztery odgłosy, potem było kilkanaście. Trzy, cztery uderzenia były w pobliżu Giewontu i tak sobie pomyślałem, Boże, chyba będzie źle na Giewoncie. No i byłem złym prorokiem” 

– powiedział dziennikarzowi RMF jeden z turystów-bezpośredni świadek tragicznego zdarzenia.

A przewodnik tatrzański dodał:

– Po uderzeniu pioruna latały głazy, takie jak pięść i większe, w promieniu 100 metrów to się rozprysło. Byliśmy na Herbacianej Przełęczy. Dużo ludzi było na szlaku wiodącym w górę. Byli ludzie w kopule szczytowej, przy samym krzyżu, byli też na szlaku zejściowym. Z daleka było słychać grzmoty i ludzie jeszcze szli do góry. Proponowałem – najpierw bardzo grzecznie – żeby stamtąd zeszli jak najszybciej, dopóki się nic nie dzieje. Nie bardzo chcieli słuchać, więc potem użyłem trochę mocniejszych argumentów. Dwie minuty później usłyszałem pierwsze uderzenie pioruna. Samego uderzenia nie widziałem, jak się odwróciłem to już kamienie fruwały wokół nas, wszędzie.

W trakcie burzy zginęły cztery osoby (dwie dorosłe i dwoje 10-letnich dzieci) po polskiej i jednak po słowackiej stronie Tatr. W szpitalach przebywa ponad 140 rannych, w większości poparzonych, niektórzy w ciężkim stanie.

Do równie tragicznych wydarzeń doszło w Tatrach przed drugą wojną światową. 15 sierpnia 1937 roku od uderzenia pioruna w szczyt Giewontu zginęły 4 osoby, a 13 zostało rannych. Dwa lata później – także 15 sierpnia – burza rozpętała się nad Świnicą. Nagle piorun uderzył w szczyt. Huk poruszył kamienną lawinę. Wśród turystów wybuchła panika. Zginęło 6 osób; dwie na miejscu, dwie w szpitalu, ciała dwóch kolejnych ofiar znaleziono w żlebach. Rannych zostało 15 osób”

– napisano na stronie Radia RMF FM.

Ogółem na Giewoncie i w jego najbliższych okolicach zginęło od początku XX wieku już ponad 90 osób.

 

 

Jerzy Bukowski*

 

 

*Filozof, autor „Zarysu filozofii spotkania”, piłsudczyk, harcerz, publicysta, rzecznik Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie, przewodniczący Komitetu Opieki nad Kopcem Józefa Piłsudskiego w Krakowie, były reprezentant prasowy śp. pułkownika Ryszarda Kuklińskiego w Kraju

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.