Dworzec Gdański w Warszawie wsławił się masowym wyjazdem pewnej części obywateli PRL-u po marcu 1968. Mało kto jednak wie, że już wcześniej było to miejsce wyjątkowe. W tamtejszym bufecie można było niekiedy dostać świeżutką bułkę z masłem i szynką i w dodatku nawet bez kolejki. Czym była szynka w tamtych czasach, niech świadczy fakt, że sam Gomułka się na niej przejechał. Kiedy KC PZPR podniosło ceny na wędliny, tłumaczył robotnikom, że cena szynki ich nie dotyczy, bo i tak przecież ich na nią nie stać.
Atrybutem władzy niepodzielnej zawsze jest jej arogancja. A jak ta buła z szynką ma się do naszych czasów? Wygląda na to, że tylko patrzeć, jak Unia Europejska wyda dyrektywę o zakazie spożywania jej w miejscach publicznych. Do takiego przypuszczenia skłania mnie przypadek, jaki zdarzył się w Paryżu. Jakiś Francuz ośmielił się jeść bułkę z szynką w miejskim środku komunikacji, czym uraził uczucia religijne jadących z nim Arabów, którzy w przypływie słusznego gniewu pobili Francuza. Myślę, że jest to wystarczający powód, żeby w całej Europie zakazać jadania bułek z szynką w miejscach publicznych.
Do następnej soboty. Pozdrawiam
Małgorzata Todd
www.mtodd.pl lub http://sklep.mtodd.pl
P.S. 1) Jest już papierowe wydanie felietonów. Książkę można zamówić bezpośrednio wpłacając 19 zł na konto Nr: 50 1020 5558 1111 1115 9930 0019. Adres posiadacza konta to: Wydawnictwo TWINS; ul. Dymińska 6a/146; 01-519 Warszawa i podając e-mailem ([email protected]) adres na jaki książka ma zostać wysłana. Przesyłka gratis.
P.S. 2) Polecam Odcinek 6 „Lekcji pokera”, w załączniku.
Teatrzyk Zielony Śledź
ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.
Mów mi geniusz
Występują: Grasow, czyli w skrócie Gras, pracownicy pionu propagandy Wańka i Fritz
Gras – Wy dwaj będziecie odpowiedzialni za pion propagandy. Do waszych obowiązków będzie należało dostarczanie tematów do „przekazu dnia”.
Wańka – Takich w rodzaju „mamusia małej Madzi”?
Gras – Tak, ale bez przeciągania struny, jak to było w tej sprawie.
Fritz – Moim zdaniem należy wejść głębiej w ich struktury.
Wańka – Jeszcze głębiej? Mamy przecież w każdej ich organizacji swojego człowieka.
Gras – Który najczęściej bierze pieniądze za nic. Potrzeba nam nowych pomysłów, nie ludzi, coś co chwyci, rozpali emocje.
Fritz – A mogą być odgrzewane kotlety?
Gras – Zależy jak stare. Spór historyków może nie być interesujący.
Wańka – Właśnie, powinno być coś w rodzaju hecy z Baumanem?
Gras – No… Tak, ale nie powielajmy schematów.
Fritz – Chyba mam coś takiego. Teraz dla odmiany niech się biją w piersi.
Gras – A konkretnie?
Fritz – Odgrzejmy geniusza.
Gras – Karpat?
Fritz – Ani Karpat, ani nawet Biłgoraja. Mówimy partia – w domyśle Lenin, mówimy profesor – w domyśle Władysław B. A jak powiemy „genialny konstruktor” to w domyśle…
Wańka – Jacek K.
Fritz – Bingo.
Gras – Ten co to na złość władzy ludowej świnie pasał?
Fritz – Ten sam. Ale zacznijmy od początku. Najpierw władza ludowa wysłała go na stypendium do USA. Po powrocie dostał zakład doświadczalny, w którym mógł realizować swoje wizjonerskie projekty.
Gras – Podobno ten jego komputer był znacznie lepszy od radzieckiego.
Fritz – Na pewno znacznie mniejszy. Dlaczego towarzysze radzieccy go sobie nie przywłaszczyli, pozostaje nadal tajemnicą. Natomiast tajemnicą nie jest, że pomysłu nie podchwyciło także IBM.
Gras – A to skąd wiadomo?
Fritz – Z podsłuchu. W tamtych czasach naszym reprezentacyjnym lokalem była restauracja Budapeszt na Marszałkowskiej naszpikowana elektroniką podsłuchową. To właśnie tam został zaproszony bardzo wysokiej rangi przedstawiciel IBM-u. Po zapoznaniu się z K-202 nie wyraził chęci współpracy. Zakład Doświadczalny rozwiązano.
Wańka – I wtedy właśnie powstało to sławetne zdjęcie ze świniami?
Fritz – Tak. To było rzeczywiście genialne pociągnięcie marketingowe. Nawet sam Kudelski dał się nabrać. Zaprosił „genialnego konstruktora” do Szwajcarii, pomógł załatwić kredyt, powstała fabryka z wielkim napisem na dachu i na tym koniec. Znowu geniusz nie został doceniony. Po powrocie do kraju próbował jeszcze robić urządzenia, które już dawno były na rynku.
Wańka – W sumie postać nieco żałosna.
Gras – I dlatego nadaje się idealnie do naszych celów. Nazwijmy go polskim Billem Gatesem.
KURTYNA

Nagroda Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich za najlepszy artykuł

Patrząc na prowadzoną politykę partii miłości ,mogą nam nawet zabronić abyśmy się dożywiali.Wówczas pomrzemy z głodu. – tak do 14 dni. Cieszył się będzie ZUS, zakłady pogrzebowe,pleban, a nade wszystko pan Rostowski.
Z OFE – po nieboszczykach, będzie żył z z Unią Euroopejską……dłuuuugo i szczęśliwie. Aż nadejdzie jego kres…umrze ..też..