S.S.S. – sen szalonego seniora…

Niezależna Gazeta Obywatelska

  W marszu ku przyszłości, ciągle będąc na „ciernistej drodze”, musimy wiedzieć – na bieżąco i z wyprzedzeniem: „Z kim i przeciwko komu…?”, bo jak świat światem to tak było, tak jest i tak będzie zawsze – i jeszcze dzień dłużej. Naiwnością, graniczącą w samobójczą wizją, byłoby poleganie wyłącznie na własnych siłach.

   Owszem, musimy być silni – jako kraj, naród i państwo. Nie łudźmy się, każdy ma swoje interesy, a słabego nikt nie szanuje; z zasady słabszego się ignoruje, pogrąża i bezwzględnie wykorzystuje, więc bez odpowiednio dobranych sojuszników (z którymi „będzie nam po drodze”) nie obronimy na dłużej naszej niepodległości, suwerenności i wolności.

   Niepodległość, to jest stan prawny, a suwerenność, to przede wszystkim wolność decyzji i stan ducha narodu – nigdy nie pozwólmy go zgasić! Wolność smakuje znacznie bardziej niż szczęście – bez szczęścia można jakoś tam egzystować, lecz gdybyśmy wolność stracili, to byłoby tak, jak przyszło by nam żyć bez powietrza! Wskazówki zegara historii ostrzegają nieubłaganie…

   Niedawno miałem sen… dziwny, a może proroczy (?). Śniłem, że byliśmy – jako kraj – kolejnym, zamorskim stanem amerykańskiej potęgi. W ciągu dnia nurtowała mnie ta perspektywa do tego stopnia, że następnej nocy nie mogłem zasnąć, bo w mojej głowie „królował” chaos. Postanowiłem oddać rozstrzygnięcie w ręce poranka, bo zawsze zmierzch w starciu ze świtem ma mniejsze szanse…

   Poranek mi doradził podzielić się z Państwem tym szaleńczym snem, bo pomyślałem, że być może status kolejnego stanu w ramach organizacji państwowej takiej potęgi światowej wyszedłby nam na zdrowie (?).

   Pozostaje mi otworzyć dyskusję na ten żywotny temat. Niewątpliwie dla niektórych Rodaków będzie to szok; odezwą się – być może – głosy oburzenia, a czynniki oficjalne mogą próbować zamknąć mi usta. Może znajdą się też tacy, którzy zechcą sięgnąć po „ukamieniowanie” … Już słyszę argumenty oburzonych: „Tyle krwi przelaliśmy za wolność przez wieki całe, a tu jakiś oszołom chce dobrowolnie oddać nas w niewolę!”, albo: „To szaleniec – do wariatkowa z nim!”.

   A ja po takim „dictum-pervertum” spokojnie zapytam, co dla naszego narodu i państwa byłoby pewniejsze: „Granice Polski czy Polska bez granic…”.

   W relacjach europejskich już próbowaliśmy różnych sojuszy; czasem Węgrzy symbolicznie nas wsparli, a „bogowie” Europy czynili pozory, że chcą nieść nam pomoc. A jak się skończyło – historia odnotowała, i to wielokrotnie…

   Tu aż się prosi strawestowanie maksymy zaczerpniętej z dziedziny transcedentalnej: „Jeśli Ameryka z nami, to kto przeciwko nam…?”.

   Pobudźcie Państwo wyobraźnię – uprzejmie o to proszę: Jesteśmy stanem światowej potęgi – czy ktoś odważy się wówczas nas tknąć? Wprawdzie pozostawalibyśmy na „smyczy”, lecz na tyle długiej i elastycznej, że „wolność ograniczona” uwierać nam nie powinna.  Stosunki wewnętrzne – w ramach tej ogromnej i sprawnie funkcjonującej organizacji państwowej – a więc nasze prawa i obowiązki zawsze można odpowiednio poukładać, z pożytkiem dla obu stron, i być może z większą korzyścią niż w „kołchozie unijnym”… ku czemu parcie „bogów” Europy, oszołomionych – jak zwykle – chęcią dominowania swoją „wielkością”, jest – jak dotąd – nieokiełznane (o, zgrozo!).

   Wolności nie ma, gdy nam ją ktoś zabiera. Natomiast wstępując dobrowolnie – wedle woli narodu – do organizacji państwowej mocarstwa światowego (bez przymusu agresora – jak to bywało w historii), oddajemy się świadomie w „niewolę”, jak zakochana, lecz dojrzała już niewiasta w ramiona swego oblubieńca – która wie co robi. W takim mariażu można szczęśliwie przeżyć nie tylko „miesiąc miodowy”, lecz także zaznać stabilizacji w szczęśliwej egzystencji kolejnych pokoleń Polaków.

   I tu ogarnęły mnie reminiscencje, odżyły bowiem wspomnienia powojenne, kiedy władza sowiecka wypędziła nas z rodzinnych stron Podola, na tak zwane Ziemie Odzyskane (na Opolszczyznę). Kiedy z rówieśnikami wybieraliśmy się wówczas na potańcówki (najczęściej w remizach strażackich) do sąsiednich wiosek, to zawsze dobieraliśmy do towarzystwa starszego i rosłego przyjaciela i wtedy nikt nie odważył się zaatakować nas, widząc jakiego mamy „ochroniarza” (a konflikty między młodzieżą napływową a miejscowymi Ślązakami były czymś jakby naturalnym – do czasu, aż proces integracji szczęśliwie dopełnił się i dziś wspominamy o tym z nostalgią, jak o folklorze lat młodości). Patrzcie Państwo, jakież atrakcyjne skojarzenia codziennego życia z polityką.

   A więc w tej wydumanej konstelacji polityczno-narodowej – będąc stanem USA moglibyśmy odstawić do lamusa fałszywe i kretyńskie zobowiązania: „Za wolność waszą i naszą”, i czekać pokornie, aż znów nam gębę rozkwaszą. Przelewaliśmy krew za wszystkich i na każde wezwanie; w straszliwej, drugiej wojnie światowej krwawo walczyliśmy z imperium ZŁA aż do ostateczności, dobijając agresora w jego piekielnych czeluściach, lecz w pochodzie zwycięzców zabrakło miejsca dla Polskiego Żołnierza!!! Tego się nie zapomina…

   Podążając za tokiem mojego myślenia może uznacie Państwo, że pod koniec kanikuły za mocno „przygrzało mnie słońce”. Jeśli taka będzie Państwa „diagnoza”, to wówczas proszę o wybaczenie mi tej „prowokacji”, a może tylko krotochwilnej odsłony. Gdyby jednak wśród Szanownych Czytelników moich przemyśleń się znaleźli potencjalni interlokutorzy – to zapraszam do dyskursu, na który jestem otwarty.

 

Ślę serdeczności

wszystkim Szanownym Państwu,

którzy mają chęć na

„ułańską fantazję”

Emil Tańczak

 

Opole, 19.08.2025

 

 

 

Komentarze są zamknięte