Wiceprezes ZChR Paweł Czyż: Terrorystów islamskich zawsze wspierały totalitaryzmy

Zastępca Naczelnego

Ze’ew Żabotyński, Józef Piłsudski, Paweł Czyż/x.com

— Przez dekady Polska doświadczała głębokiej niesprawiedliwości historycznej — powiedział ambasador USA w Polsce Thomas Rose podczas wystąpienia na konferencji IJL International Conference w Warszawie. W jego opinii „żaden kraj nie walczył dłużej ani nie wycierpiał więcej, dlatego traktowanie relacji Polski ze światem jak układu dłużnika i wierzyciela za ludobójstwo dokonane przez innych na jej terytorium, jest nie tylko historycznie fałszywe, ale i moralnie skandaliczne”. — To stawianie ofiary w roli odpowiedzialnej za czyny sprawcy — dodał.

Wspólnych bohaterów dla Polski i Izraela fizycznie nie ma już miedzy nami w 99 procentach. Wdzięczna pamięć należy się nie tylko Polakom, ale na równi z nimi m.in. obywatelom II RP pochodzenia żydowskiego, którzy wsparli przecież m.in. czyn legionowy i wzywali na forum Sejmu II RP do obrony przed komunizmem w roku 1920, m.in. poseł Izaak Grünbaum. Antysemityzm i antypolonizm są także kpiną z tych, którzy przeżyli praktyczną realizację paktu Ribbentrop – Mołotow w postaci zbrodni dokonanych na obywatelach II RP przez III Rzeszę i ZSRS ze wszystkich narodowości, które zamieszkiwały nasz kraj we wrześniu 1939 r.

Na stos rzucili swój życia los …

Jesienią 1915 roku wszystkie brygady legionowe przerzucono na Wołyń, gdzie wzięły udział w ciężkich walkach, m.in. pod Kuklami i Bielgowem. Legiony poniosły wówczas znaczne straty. Wśród poległych było wielu oficerów, w tym Żydzi: Józef Blauer „Kratowicz”, Bronisław Mansperl „Chaber” uznawani za znakomitych dowódców. Poległ także Adolf Sternschuss, znany kolekcjoner i mecenas kultury krakowskiej, który wcześniej porzucił służbę oficerską na tyłach armii austriackiej i przeszedł do Legionów, wybierając służbę szeregowego żołnierza. Kulminacyjnym momentem kampanii wołyńskiej była największa bitwa Legionów Polskich, którą stoczyły 4–6 lipca 1916 roku pod Kostiuchnówką. Niepobite przez Rosjan Legiony, wskutek odwrotu wojsk niemieckich i austro-węgierskich, odeszły po niej nad Styr. Powoli zbliżał się koniec frontowej epopei tych, którzy „na stos rzucili swój życia los”. Polscy i żydowscy legioniści darzyli się zazwyczaj wzajemnym szacunkiem i życzliwością. Wpływały na to wspólny cel i ponoszone trudy życia wojennego. Żydowscy legioniści odznaczali się odwagą na polu walki. Zaprzeczali w ten sposób stereotypowym opiniom o ich rzekomej bojaźliwości i niechęci do służby wojskowej. W dostępnych źródłach zachowały się liczne przekazy o pełnym poświęceniu i okazanym męstwie, jak w wypadku Leona Holzera, który w boju pod Modliborzycami, jak pisano we wniosku odznaczeniowym, cyt. „(…) z jednym żołnierzem zaszedł na skrzydła nieprzyjacielskiego patrolu, wpadł na nich, rzucając granatami ręcznymi, zabija trzech, dwóch rani, jedenastu bierze do niewoli (…)”. Ofiarnością wyróżniali się też lekarze i sanitariusze – Emanuel Buxbaum, Edmund Gross, Berisch Joffe, Izaak Jungerman, Mieczysław Kapellner (Kaplicki), Władysław Finkelstein (Medyński) i Baruch Neuman, który poległ pod Jastkowem. Dobitnym świadectwem mężnej postawy żydowskich legionistów jest lista poległych, która obejmuje niemal 10 proc. wszystkich ustalonych żołnierzy Legionów pochodzenia żydowskiego oraz nadane w niepodległej Polsce liczne odznaczenia Virtuti Militari i Krzyża Walecznych.

We wspomnieniu o wspomnianym wyżej Bronisławie Mansperlu „Chabrze” Juliusz Kaden-Bandrowski pisał: „Jaki też interes, prawdziwy, osobisty interes ma Mansperl w trosce swej o walkę za Ojczyznę? Mansperl był Żydem. Istotnie, miał jeden wielki, prawdziwy, osobisty interes w walce za Polskę: przelewając za Nią krew, pragnął sobie zdobyć do Niej prawo, którego by mu nikt odmówić nie śmiał. Miał więc ten sam interes, który mamy nawzajem wobec siebie, w godzinie poświęcenia i ofiary. Ale tak właśnie bywa w życiu: gdy własny interes zowiemy bohaterstwem, bohaterstwo odmiennego od nas typu ludzkiego chętnie podejrzewalibyśmy o interes”. Pamiętajmy o tych dzielnych ludziach, o tym, że bycie patriotą polskim nie było równoznaczne z wyrzeczeniem się religii i tradycji żydowskiej, a idea Rzeczypospolitej żyjących w zgodzie narodów nie była całkowitą iluzją. Gdyż – jak powiedział krótko przed śmiercią w legionowym boju Samuel Reich – „Przez krew moją, która spływa na tę ziemię, nabywam do niej wieczne prawo”.

Eksterminacja inteligencji polskiej i żydowskiej czyli sojusz III Rzeszy oraz ZSRS w praktyce …

We wrześniu 1939 roku dawni legioniści pochodzenia żydowskiego, którzy służyli w WP, wzięli udział w obronie Polski. Po przegranej znaleźli się w niewoli niemieckiej lub sowieckiej. Niektórzy zdołali przedostać się do armii polskiej we Francji. Podporucznik Leon Holzer, internowany w Braile w Rumunii, na propozycję kierownika miejscowej organizacji syjonistycznej, by udał się do Palestyny, odpowiedział odmownie, stwierdzając, że cyt. „jako polski oficer musi pójść tam, gdzie wojsko polskie się znajduje”. Dotarł do Francji i został oficerem 1. Dywizji Grenadierów Armii Polskiej. Większość dawnych Żydów -legionistów pozostała w kraju na terenie obydwu okupacji – po czerwcu 1941 roku w całości zajętym przez Niemców. Niemal wszyscy zginęli ze swoimi rodzinami w niemieckich obozach zagłady.

Ci, którzy dostali się do niewoli sowieckiej – jak dzielni dowódcy artylerii obrony Lwowa 1939 roku płk Maksymilian Landau i mjr Ignacy Schrage … wielokrotnie … zostali aresztowani przez NKWD i w większości zostali zamordowani w Katyniu, w Charkowie i w innych miejscach kaźni. Ocaleli nieliczni. Byli to ci, którzy przebywali w Wielkiej Brytanii, na Bliskim Wschodzie czy poza Europą, np. Marek Pipes, ojciec wybitnego sowietologa Richarda Pipesa. Wraz z żoną i synem zdołał on wyjechać z Warszawy w październiku 1939 roku i przedostać się do USA. W kraju wojnę przeżyli ukrywani przez Polaków przed Niemcami m.in. płk Henryk Eile (ojciec redaktora „Przekroju” Mariana Eilego), wybitni naukowcy – biochemik Józef Heller i matematyk Hugo Steinhaus oraz co najmniej kilkunastu innych. Ocaleli również oficerowie WP, których więziono w niemieckich obozach jenieckich.

Dlaczego nacjonaliści arabscy mają „sentyment” do Niemiec?

Napisać, że Adolf Hitler cieszył się w świecie islamskim dużym poważaniem, to mało. Arabowie otaczali go niemal kultem. Niemcy doskonale orientowali się w nastrojach arabskiego świata. Mieli również świadomość, że wielu Arabów oddaje Hitlerowi niemal religijną cześć. Wyrazy tego podziwu przybierały czasem humorystyczną postać. W każdej chwili – pisał jeden z palestyńskich szejków do Führera – gotów jestem służyć pańskiemu rządowi, wystawiając do dyspozycji stu jeźdźców. Czekam tylko na skinienie Waszej Wysokości. […] Oby pan na zawsze pozostał moim władcą.

Słowa uznania zaczęły płynąć również od bardziej prominentnych władców. W 1941 roku egipski król Faruk posłał Niemcom pozdrowienie: Przepełniony podziwem i szacunkiem dla Führera i narodu niemieckiego, życzę mu najgoręcej zwycięstwa nad Anglią. Moim życzeniem i wolą mojego narodu jest, by oddziały niemieckie jak najszybciej wyzwolił Egipt spod dokuczliwego i brutalnego jarzma Anglików.

Entuzjazm dla Niemiec i Hitlera w świecie arabskim nie był tylko związany z nienawiścią do Żydów. Arabowie w zwycięstwie III Rzeszy widzieli nadzieję na wyzwolenie spod kolonialnego ucisku. Pragnienie wolności było tym żarliwsze i głośniej wyrażane, im bardziej linia frontu zbliżała się do Bliskiego Wschodu, a pod niemieckim naporem padały kolejne kolonialne potęgi. Gdy w 1940 roku ugięła się Francja, na ulicach syryjskich miast tłumy śpiewały zjadliwą piosenkę: „Nigdy więcej monsieurów, nigdy więcej misterów, niech będzie Allah w niebie, A na ziemi Hitler”.

Intrygujące, że w proniemieckich peanach szybko zaczęły pojawiać się motywy religijne, sugerujące, że Adolf Hitler jest kimś więcej aniżeli tylko zwykłym człowiekiem. Erwin Ettl, niemiecki ambasador w Iraku, pisał w notatce z początku 1941 roku, że duchowni w całym kraju wskazują swoim wiernym stare, tajemne wróżby i przepowiednie, z których wynika, iż pod postacią Adolfa Hitlera Allah zesłał na ziemię dwunastego imama. W ten sposób […] szerzy się propagandę, która w Hitlerze i Niemczech upatruje lekarstwa na całe zło.

Jeden z niemieckich dyplomatów odnotował w swoim dzienniku 29 sierpnia 1938 roku nowe wytyczne z Berlina: „Trzeba aktywować ruch arabski”. W tym samym roku III Rzesza zaczęła dostarczać broń do Libanu. Stamtąd – zwykłymi rybackimi łodziami – potajemnie szmuglowano ją do Palestyny, by dozbrajać antybrytyjskich islamskich buntowników.

Wiatr historii w końcu zawiał Arabom w plecy. Niecałe dwa lata po wybuchu wojny, nocą z 1 na 2 kwietnia 1941 roku, w Iraku doszło do antybrytyjskiego przewrotu. Władzę przejęli proniemieccy politycy. Powstańców wsparło małą jednostką Luftwaffe, które przypuściło ataki na pozycje brytyjskie. Okazały się one jednak bezskuteczne, gdyż niemieckie maszyny były nieprzystosowane do mezopotamskich warunków klimatycznych. Pod koniec maja powstanie upadło, a jego przywódcy zbiegli z kraju. Jednym z uciekinierów był Al-Hadżdż Muhammad Amin al-Husajni, wielki mufti Jerozolimy.

W listopadzie 1941 roku udało mu się spotkać z Hitlerem. Podczas tego spotkania al-Husajni przyjął zapewnienie co do jednej sprawy – gdy tylko Niemcy wbiją swoją flagę w arabską ziemię, to nigdy już nie będzie tam miejsca dla Żydów. Oczywiście oczekiwania arabskiego polityka były większe – chciał uzyskać pewność, że dzięki niemieckiemu zwycięstwu będzie możliwa odbudowa niezależnej arabskiej państwowości na Bliskim Wschodzie. Ale tej Führer mu nie dał i dać nie mógł. Bliski Wschód jeszcze znajdował się poza zasięgiem jego armii, a ponadto nie chciał drażnić sojuszniczych Włochów, którzy względem tego obszaru mieli własne ambicje kolonialne.

Al-Husajni uzyskał od Hitlera zapewnienie w tej sprawie dopiero trzy lata później, w listopadzie 1944 roku. Rząd III Rzeszy w oficjalnym dokumencie uznał „prawa państw arabskich do samostanowienia, jedności i niepodległości”. Mufti został w Berlinie, a władze niemieckie do końca wojny finansowały jego biuro i liczne podróże polityczne. Gdy mufti prowadził pierwsze rozmowy z nazistami, niemieckie wojenne sukcesy – szczególnie te odnoszone przez Afrika Korps – wywoływały euforię Arabów. W Palestynie nasiliły się antybrytyjskie akty sabotażu i brutalne ataki na społeczność żydowską.

„Przyjazna atmosfera wobec Niemców – donosił niemiecki agent 'Antonius’ – utrzymuje się nadal. Wszyscy wyrażają życzenie, by wkroczyli wreszcie Niemcy i wyzwolili kraj spod okupantów. Gdy Arabowie publicznie mówią o Hitlerze, posługują się najczęściej pseudonimami: najnowszy z nich to 'Haddsch Numur’ – 'Tygrys’. Życzenia zwycięstwa Hitlerowi zastępują częstokroć formułę powitalną”. Autor innego raportu pisał, że po zapadnięciu zmroku wszyscy Żydzi znikają z miejsc publicznych oraz ulic i z ciemności wynurza się obraz czysto arabskiej Palestyny.

Niemcy doskonale zdawali sobie sprawę z optymistycznych nastrojów Arabów. W strukturach Wehrmachtu sformowano jednostkę Sonderstab F, której podstawowym zadaniem było sianie triumfalistycznej propagandy wśród Arabów, zachęcanie do kolaboracji i do akcji sabotażowych.

„Czerwona zaraza” wspierała islamski terroryzm jak tylko mogła

W drugiej połowie lat 60. XX wieku komunistyczna Moskwa uznała, że skoro nie może pokonać USA i Izraela w otwartym konflikcie militarnym, zwycięstwo nad „syjonistycznym imperializmem” osiągnie za pomocą terroru. Tak rodził się islamistyczny radykalizm należący do największych wyzwań bezpieczeństwa współczesności. Obecnie zdecydowana większość państw, w tym również Polska, uznaje islamski fundamentalizm i jego owoc – terroryzm – za jedno z głównych niebezpieczeństw światowego pokoju.”

– stwierdził Robert Cheda w swoim tekście, pt. „Arabski terroryzm pod szyldem KGB”, opublikowanym swego czasu przez rp.pl.

W czerwcu 1967 r. doszło do bodaj największego upokorzenia ZSRR na światowej arenie. Zacznijmy od wyjaśnienia, że tzw. wojna sześciodniowa była typowym konfliktem „delegowanym” przez Moskwę na arabskich sojuszników. Od lat 50. XX w. ZSRR wspierał Egipt i Syrię, a szerzej świat arabski, w militarnym konflikcie z Izraelem. Takim sposobem Kreml chciał przekształcić Bliski Wschód we własną strefę wpływów. Oczywiście, geopolityczna strategia Moskwy była tylko fragmentem globalnej konfrontacji z USA. Przez ponad dziesięć lat sowieccy instruktorzy szkolili armie arabskich sojuszników, dostarczając zarazem nowoczesne uzbrojenie. W 1967 r. Moskwa była tak pewna ich militarnego zwycięstwa, że wręcz parła do wojny. Bardzo prawdopodobna jest wersja, która mówi, że to ZSRR sprowokował arabsko-izraelską eskalację, dostarczając Kairowi fałszywych informacji o agresywnych planach Tel Awiwu.”

– stwierdza Robert Cheda.

Palestyńczycy walczący o prawo powrotu na ziemie, które, jak twierdzili, Izrael zaanektował podczas wojen 1948 oraz 1967 r. Ich wszechstronne wsparcie przez Moskwę nie jest już tajemnicą, ale mniej wiadomo o agenturalnych powiązaniach z KGB. Jak się okazuje, bardzo wielu palestyńskich liderów, począwszy od Jasira Arafata, a skończywszy na prezydencie Mahmudzie Abbasie, zostało zwerbowanych przez sowiecki wywiad.

Początkowo Moskwa stawiała na organizacje o marksistowsko-leninowskim zabarwieniu oraz skrajnie szowinistyczne, takie jak Ludowy Front Wyzwolenia Palestyny. LFWP otrzymał w KGB kryptonim „Chutor”, a jego przywódca Wadi Haddad pseudonim „Nacjonalista”. Haddad przyjeżdżał do Moskwy, prosząc o broń – rezultatem tych wizyt były tajne operacje jej przerzutu.

W 1970 r. szpiegowski okręt sowieckiej marynarki zrzucił z pokładu niezatapialny kontener. Akcja bezkontaktowego przejęcia ładunku odbyła się na wodach Zatoki Adeńskiej. Front otrzymał karabiny automatyczne i snajperskie, granatniki, amunicję oraz materiały wybuchowe. Dla niepoznaki wszystko było… natowskiej produkcji (typowa sowiecka prowokacja). Uzbrojenia użyto podczas serii zamachów, takich jak porwanie trzech samolotów, których pasażerów wymieniono na palestyńskich terrorystów schwytanych w Izraelu. (…)

Oprócz KGB w akcje dozbrajania włączyły się wywiady wschodnich Niemiec i Rumunii. Stasi i Securitate otworzyły korytarz dostaw wiodący przez Bułgarię na Cypr. Zaopatrzenie i ogromne sumy wymienialnych walut trafiały najpierw do Jordanii, a potem do Libanu, gdzie mieściły się kwatery główne palestyńskich bojówek.

Z kolei Josip Broz-Tito kazał przeszmuglować na Bliski Wschód czołgi, artylerię i wyrzutnie rakietowe oraz tony amunicji. Tylko służba StB komunistycznej Czechosłowacji dostarczyła „palestyńskim braciom” 100 ton semteksu, bezwonnego materiału wybuchowego niemożliwego do wykrycia przez psy używane powszechnie do ochrony lotnisk. Ba, ważny udział w szkoleniu OWP miała nawet Korea Północna. (…)

Jak twierdzi izraelski dziennikarz Ronen Bergman, blok komunistyczny na czele z ZSRR wspierał praktycznie wszystkie komórki palestyńskiego terroryzmu, choć z czasem postawił na Organizację Wyzwolenia Palestyny i jej zbrojne skrzydło Al-Fatah. Moskwie potrzebni byli nie tylko terroryści, ale przedstawiciele reprezentujący Palestyńczyków na arenie międzynarodowej.

Na wyraźne życzenie KGB kierownictwo OWP przejął agent o pseudonimie „Aref”, czyli Jasir Arafat. Był sterowany przez sowieckiego oficera Wasilija Samojlenkę, który zwerbował również jego zastępcę o pseudonimie operacyjnym „Jerard”.

– przypomina Robert Cheda.

Stanąć w prawdzie

Antysemityzm i antypolonizm mają te same źródła. Stąd wspomniana na początku reakcja Thomasa Rose’a podczas wystąpienia na konferencji IJL International Conference w Warszawie.

Często rozmawiałem z nieżyjącym już dr. Adamem Sandauerem. Dla mnie był „Jankielem końca XX wieku” i człowiekiem, którego irytowały oskarżania Polski o antysemityzm. W 2022 roku często rozmawialiśmy po atakach byłego ministra spraw zagranicznych Yaira Lapida i jego oskarżeniach pod adresem polskich władz w kontekście ówczesnej nowelizacji ustawy o IPN. Adam uważał, że problemem jest fakt, że w Izraelu odeszło już pokolenie żołnierzy Armii Andersa, polskich żołnierzy narodowości żydowskiej, którzy pozostali w Palestynie i tworzyli niepodległość Izraela. W rozmowach dr Sandauer zgadzał się, że mało mówi się o żydowskim ruchu Beitar Ze’ewa Żabotyńskiego. „Niepodległość Polski i Izraela wyszła z Galicji” – stwierdzał w naszych rozmowach dr Adam Sandauer. Dlaczego? Oto zauważył słusznie, że właśnie w XIX wieku na terenie Galicji rozwijały się organizacje polityczne Polaków oraz Żydów, rozwijały się narodowe media, uczono się zasad parlamentaryzmu.

Adam Sandauer wspominał swego wuja Yaakova Heruti, który brał udział w wysadzeniu przedstawicielstwa ZSRR w Izraelu w roku 1953. Po odbyciu wyroku Heruti został adwokatem, który nie zgadzał się na określanie mianem terrorysty, a walczącego o niepodległość. Adam Sandauer wspominał aktualność słów Józefa Piłsudskiego, że „niepodległość nie została nam dana, lecz zadana”. Tak rozumiał polskość i bycie Polakiem narodowości żydowskiej.

(…) państwo polskie darzy sympatią i wspiera działania syjonistów. Okres dwudziestolecia pełen jest dowodów współpracy… Powstają obozy szkoleniowe dla Hagany i Irgunu prowadzone przez instruktorów z Polskiego Wojska. W Rembertowie ćwiczyła nie tylko lewicowa Hagana, ale i Beitar. Przez ten paramilitarny obóz przewinęło się od 8 do 10 tys. kursantów. Kurs obejmował zabezpieczenie techniczne, tam nie było mowy o dywersji. Inaczej z Irgunem. Część działaczy znajdujących się pod wpływem Awrahama Sterna jest silnie antybrytyjska i uznaje zamachy za naturalne metody działania. Jeszcze wiosną 39 roku grupy ochotników Irgunu były szkolone, przez instruktorów Wojska Polskiego i oficerów wywiadu w okolicy Andrychowa, w Zofiówce na Wołyniu, w Poddębinie pod Łodzią. Kursy, które w Polsce nadzorował Awraham Stern, był efektem umowy zawartej z władzami polskimi przez Żabotyńskiego w 36 roku. (…) Jak Piłsudski utworzył Legiony tak i Zew Żabotyński (twórca Beitaru – przyp. autora) widział w formacjach paramilitarnych zasadniczy element działalności niepodległościowej. Wierzył, iż spełniają one nie tylko funkcję obronną czy ofensywną, ale przede wszystkim wspierającą aktywność na polu dyplomatycznym.”

– czytamy we wspomnieniach Adama Sandauera opublikowanych swego czasu na jego stronie adamsandauer.pl.

Podsumowując. Terrorystów islamskich zawsze wspierały totalitaryzmy. Dzisiaj wspieranie Iranu leży w interesie Rosji Putina oraz komunistycznych Chin. Czego tutaj można nie rozumieć z punktu widzenia faktów historycznych? Zadajcie sobie sami pytanie, dlaczego II RP wspierała m.in. Beitar … a nie środowiska islamskie. To chyba dosyć jasne!

Paweł Czyż*

* autor jest wiceprezesem Zjednoczenia Chrześcijańskich Rodzin, radnym Rady Powiatu w Gołdapi. Jego dziadek, polski urzędnik, trafił do niemieckiego nazistowskiego obozu Auschwitz w roku 1940 i otrzymał numer obozowy 19974.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *