NGO Pilchowice: Sahara Zachodnia – podsumowanie wyprawy [galeria]

Niezależna Gazeta Obywatelska

20140120-0170Młodzi podróżnicy z Pilchowic (woj. śląskie, pow. gliwicki) po wodzą Adama Ziai postanowili zorganizować wyprawę do Sahary Zachodniej mało znanego zakątka kontynentu afrykańskiego.

Sahara zachodnia zwana też; Saharyjską Republiką Demokratyczną, jest ciągle obszarem spornym, wcześniej znana jako Hiszpańska Afryka Zachodnia. Proklamowana jako państwo w 1976 roku przez rewolucyjny Front Polisario. Dziś obszar znajduje się częściowo pod jurysdykcją Maroka i nazywany jest przez to państwo Prowincją Południową.

Spotkanie podsumowujące tegoroczną wyprawę odbyło się jak co roku w murach Zespołu Szkół w Pilchowicach. Obowiązki gospodarza pod nieobecność Dyrektora szkoły pełniła Wice Dyrektor pani Aleksandra Piechowicz. Na spotkanie przybyła Wójt Gminy Pilchowice pani Joanna Kołoczek – Wybierek, Przewodniczący Rady Gminy pan Andrzej Ogórek, inspektor do spraw edukacji w Gminie Pilchowice pani Maria Osuch a także była Dyrektor szkoły witana gorącymi brawami pani Józefa Margiciok Obecni byli dziennikarze i redaktorzy prasy lokalnej a także partner na dobre i na złe jak mawiają sami podróżnicy ,,Radio 90 fm” z Rybnika. Na spotkaniu obecni byli również – Prezes Stowarzyszenia ,,Siódemka”, Anna Surdel – Prezes Stowarzyszenia Pilchowiczanie Pilchowiczanom, pani Maria Kaszek – Przewodnicząca Komisji Oświaty, Radna Gminy Pilchowice Maria Bernacisko. Obecni byli również przedstawiciele Banku Spółdzielczego w Sośnicowicach, a także sponsorzy, przedstawiciele Agencji reklamowej Etylina. Nie mogło również zabraknąć samych rodziców.

 

 

 

 

Podczas spotkania pokazano film, był to reportaż z tegorocznej wyprawy który został zrealizowany przez kierownika Adama Ziaję i członków ekspedycji. Mieliśmy również okazję podziwiać ciekawy pokaz slajdów połączony ze wspomnieniami, a na koniec co należy do tradycji każdego spotkania, degustacja regionalnych potraw, które przyrządzają sami podróżnicy zgodnie z przepisami danego kraju który odwiedzają. Tym razem mieliśmy okazję rozkoszować się smakami zarówno kuchni saharyjskiej jak i marokańskiej.

Skład tegorocznej wyprawy ,,Projekt Szkolna Ekspedycja' – Sahara Zachodnia.

Karolina Wieczorke – członek ekspedycji, młodzieżowy kierownik wyprawy.

Patrycja Honysz – członek ekspedycji.

Krzysztof Zacherniak – członek ekspedycji.

Magdalena Zacherniak – członek ekspedycji.

Szymon Starościk – członek ekspedycji.

Adam Ziaja – kierownik ekspedycji.

Krzysztof Krztoń – opiekun.

Dlaczego akurat Sahara Zachodnia?…

A dlaczego nie – odpowiadają młodzi podróżnicy. Kraj a właściwie terytorium mało znane. Sytuacja jak wiemy ciągle jest tam niestabilna. Już sama nazwa daje wyobrażenie o możliwości przeżycia kolejnej przygody. Już na samym początku zgodnie stwierdziliśmy, że to dobry pomysł i należy go zrealizować. Na początku jak zwykle przed każdą wyprawą rutynowe działania, a więc opracowanie planu wyprawy, szukanie sponsorów, sprawy techniczne, obowiązkowe badania, szczepienia i lecimy.

Nasze wspomnienia…

Opowiada Karolina Wieczorke, młoda dziennikarka, która będąc tam na miejscu, dzień po dniu nie bacząc na trudy i nie wygody opisywała losy wyprawy,, Projekt Szkolna Ekspedycja” Sahara Zachodnia 2014.

Każda wyprawa, wspomina Karolina, zaczyna się tak samo. Zbiórka na lotnisku, tym razem był to świt osiemnastego stycznia, lotnisko Pyrzowice. Przelot do Bergamo we Włoszech. Stamtąd po dziewięciu godzinach, męczącego oczekiwania przelot do Afryki.

Lot przebiegł spokojnie. W stolicy Maroka wylądowaliśmy około dziewiętnastej. Tam po krótkim oddechu przyszło nam pokonać sporą odległość pieszo, do marszu jesteśmy przyzwyczajeni i nie stanowi to dla nas problemu dodaje Karolina. Po jakimś czasie udało nam się złapać autobus do centrum Marakeszu, stamtąd dalej niejako z marszu do miasta Tan – Tan leżącego na granicy z Saharą Zachodnią. W mieście wynajęliśmy starego Land Rovera, którego kierowcą okazał się być typowy arab z chustą na głowie, szczęśliwie dojechaliśmy do Smary, miasta położonego w samym środku hammady – kamienistej pustyni, tam powitał nas uwaga – deszcz, a więc pierwsze zaskoczenie. Dwie doby bez prysznica prawie dramat, jak się okazało skazani zostaliśmy na korzystanie z łaźni miejskiej i tu kolejne zaskoczenie, co kraj to obyczaj a wspomnienia pozostają uśmiecha się Karolina. To tam, w tym mieście tak na prawdę po raz pierwszy mieliśmy okazję zapoznać się z miejscową kuchnią. Na długo w pamięci pozostanie mi smak zupy o dźwięcznej nazwie, harrira oraz naleśniki z podpiekaną cebulą. Ogólnie znanym i cenionym napojem którego mieliśmy okazję spróbować jest herbata z dużą zawartością cukru i mięty. Bardzo smaczne są tam owoce i sok który wyciskany jest bezpośrednio dla klienta na miejscu, bez tak zwanych ulepszaczy smakuje wspaniale.

Warto wspomnieć o naszej podróży do stolicy Sahary – Laayoune. Tam kolejne niekoniecznie miłe zaskoczenie, dosłownie co kilkaset metrów kontrole policji i wojska. W stolicy spędziliśmy dwie doby. Miasto przywitało nas jak przystało, na Afrykę. Temperatura dochodziła do trzydziestu stopni

Celsjusza. Tam kolejny kontakt z kuchnią saharyjską, a więc mieliśmy okazją spróbować tradycyjnej potrawy tadżin i uważanych za przysmak świetnie przyrządzonych ślimaków. Wstąpiliśmy do katolickiego kościoła który jest pozostałością po okresie kolonizacji Hiszpanii. Tak się składa, że wszędzie gdzie jesteśmy przychodzi nam rozegrać przynajmniej jeden mecz piłki nożnej z naszymi rówieśnikami z kraju w którym gościmy, tak się stało i tym razem. Mecz został rozegrany na placu przed ogromnym meczetem i dyplomatycznie został rozegrany na remis. Warto wspomnieć dodaje Karolina, o naszej znajomości, okazuje się bowiem, że jeden z chłopców zaprosił nas do swojego domu, i rodzina ugościła nas obiadem, to było dla nas wzruszające spotkanie.

Warto wspomnieć o pobycie w miejscowości Tarafaya małego sennego miasteczka na granicy Sahary i Maroka, tam Antoine de Saint Exupery jak głosi legenda miał napisać ,,Małego Księcia”, tam też zwiedziliśmy muzeum Exupery – ego, niespodziewanie idąc ulicą otrzymaliśmy niecodzienne zaproszenie, tym razem mieliśmy okazję zwiedzić muzeum Niepodległości Maroka.

Miejscowość Sidi – Ifni to jeszcze jedno miasteczko nad Atlantykiem które pozostanie w naszej pamięci na zawsze. Zaledwie 15 km od miasta, można dosłownie zatopić się w marzeniach, głównie za sprawą nie zapomnianych widoków. Olbrzymie łuki skalne (Lagzira) wyrastające z klifowego wybrzeża robią niesamowite wrażenie na każdym obcokrajowcu. Przepiękne zachody słońca i te plaże na których jesteśmy zupełnie sami, tylko my, zachód słońca i marzenia, to trudne do wyobrażenia zjawisko dla przeciętnego Europejczyka, a jednak są jeszcze takie miejsca na ziemi dodaje Karolina. Trzeba też wspomnieć dodaje dziennikarka, o tym jak to podróżowaliśmy do tego miasta, bo niecodzienna była to podróż. Wsiedliśmy po długim oczekiwaniu do pojazdu nazywanego tam ,,collektive taxi”, był to siedmioosobowy mercedes który z przystanku odjeżdża dopiero wtedy gdy zapełnią się wszystkie miejsca, nie ma tam rozkładu jazdy, można pojechać szybciej ale wtedy musimy opłacić wszystkie miejsca które są puste.

Wyprawa powoli miała się ku końcowi, jeszcze tylko zwiedzenie niewielkiego miasteczka Tiznit. Następnego dnia wizyta w Tarudancie mieście leżącym u stóp Atlasu Wysokiego, tam zwiedzaliśmy garbarnię, ciekawostką jest to, że aby uniknąć nieprzyjemnego zapachu nakazano nam włożyć do nosa gałązki mięty, w rzeczy samej pomagało. Ostatnie dni spędziliśmy w Marakeszu, niestety cały czas padało, czas spędzony w tym mieście poświęciliśmy na zwiedzanie a przy tej okazji zakup pamiątek. To ładne kolorowe miasto, wieczorami bywa tam jednak niebezpiecznie i lepiej nie wychodzić na ulice albo trzymać się razem.

Z Maroka do Polski mieliśmy lotnicze połączenie przez Londyn, tam dzięki uprzejmości Anny Musielak , Polki która na stałe mieszka w Londynie mogliśmy zwiedzić miasto. Późnym wieczorem wróciliśmy na lotnisko i czekaliśmy na lot powrotny do Polski. Po wylądowaniu w Krakowie kolejna niespodzianka, okazało się, że tam czekają na nas koleżanki Hanna i Elżbieta, po krótkim przywitaniu, podróż autobusem do Gliwic a tam gorące powitanie stęsknionych rodziców. Kolejna wyprawa dobiegła końca. Czy to jednak tylko podróż, przygoda a może w tym jest jeszcze coś. Każda z tych wypraw bardzo jeszcze młodych ludzi, to kolejna lekcja życia, kształtowanie charakteru, umiejętność współpracy, co w końcowym efekcie tworzy pewnego rodzaju monolit, nierozerwalną całość, to bardzo ważne cechy które stanowią o wartości jednostki. Bez wyrobienia w sobie tych cech nie może być mowy o,życiowym sukcesie. Program który z uporem realizuje Ziaja to swoisty poligon dla kształcenia w młodych ludziach szlachetnych cech charakteru. Młodzi ludzie pod wodzą Adama Ziai uczą się życia w praktyce. Z chwilą kiedy nagle wypłyną na ocean życiowych doświadczeń, będą do tego przygotowani. Mamy przykład godny naśladowania, młodzi podróżnicy, czekają na propozycje współpracy, ze swoimi rówieśnikami, warto nawiązać kontakt, czekamy… Więcej o nas na pl-pl.facebook.com/ekspedycja www.zs.pilchowice.pl

Źródło; Na podstawie przeprowadzonej rozmowy z kierownikiem wyprawy ,, Projekt Szkolna Ekspedycja” Sahara Zachodnia – mgr Adamem Ziaja, oraz wywiadu z dziennikarką wyprawy Karoliną Wieczorke, dziękuję za współpracę.

Autor: Tadeusz Puchałka

Fot. Adam Ziaja

Komentarze są zamknięte