Wiosenna ceperiada

Zastępca Naczelnego

Fot. ilustracyjne/ YT

Można w miarę bezpiecznie chodzić po wysokich górach latem, a jeździć w nich z ograniczonym ryzykiem na nartach i na snowboardzie w zimie. Dlaczego jednak tak wiele osób decyduje się wędrować po otwartych od wczesnej wiosny do późnej jesieni tatrzańskich, beskidzkich i sudeckich szlakach turystycznych (na sezon zimowe są one zamykane), kiedy zalegają na nich jeszcze spore płaty śniegu, a kamienie są oblodzone?

Rozumiem, że jest to normalne dla doświadczonych wspinaczy, którzy doskonale wiedzą, jak poradzić sobie w trudnych warunkach i często ćwiczą w ten sposób w Tatrach przed wyprawami w Alpy i w Himalaje. Nie pojmuję natomiast, czemu zdrowie i życie narażają o tej porze roku pozbawieni odpowiednich umiejętności w tej materii oraz elementarnej wyobraźni amatorzy.

Lekceważąc przestrogi dyrekcji parków narodowych i ratowników górskich cepry wybierają się w góry z przeświadczeniem, że na pewno dadzą sobie radę, po czym rozpaczliwie wzywają pomocy, a później dziwią się negatywnym komentarzom na temat ich bezsensownego, a na dodatek bardzo kosztownego postępowania.

 

Jerzy Bukowski*

 

*Filozof, autor „Zarysu filozofii spotkania”, piłsudczyk, harcerz, publicysta, rzecznik Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie, przewodniczący Komitetu Opieki nad Kopcem Józefa Piłsudskiego w Krakowie, były reprezentant prasowy śp. pułkownika Ryszarda Kuklińskiego w Kraju

Komentarze są zamknięte