Czy Jarosław Kaczyński wie o ataku polskich prorządowych mediów na zwolenników lustracji na Litwie?

Zastępca Naczelnego

Jarosław Kaczyński, Waldemar Tomaszewski/FB

Portal Niezalezna.pl korzystając z wypowiedzi „specjalisty ds. wschodnich” Rafała Dzięciołowskiego zaatakował kłamliwie – w czasie litewskiej kampanii wyborczej – lidera polskiej partii na Litwie, Waldemara Tomaszewskiego. Tymczasem, całkiem niedawno list do eurodeputowanego Tomaszewskiego skierował prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński. – Korzystając z okazji pragnę pogratulować Akcji Wyborczej Polaków – Związkowi Chrześcijańskich Rodzin osiągnięć oraz życzyć dalszych sukcesów – pisał w swoim pozdrowieniu z 30 czerwca prezes PiS.

Niezależnej Gazecie Obywatelskiej udało się potwierdzić, że do sekretariatu Jarosława Kaczyńskiego na Nawogrodzkiej wpłynęło zaproszenie od Polaków z Litwy na niedawny IX Zjazd AWPL-ZChR. Co ciekawe, zostało ono „ukryte” przed Kaczyńskim, który w efekcie był zmuszony do przesłania Akcji jedynie pozdrowień i nie mógł uczetniczyć osobiście w zjeździe polskiej partii na Litwie. W efekcie oszczerczego ataku na lidera społecznosci polskiej na Litwie – jak ustaliła NGO – do warszawskiego sądu rejonowego wpłynął już akt oskarżenia przeciwko Dzięciołowskiemu.

Warto się zastanowić, czy prezes polskiej partii rządzącej wie, że AWPL-ZChR przedstawia w każdej kadencji Sejmu Republiki Litwy projekt ustawy lustracyjnej? Kto dopuścił do tego, że gdy odsłaniano w Wilnie z inicjatywy partii eurodeputowanego Tomaszewskiego tablicę z ulicą śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w 2018 roku, polską delegację reprezentował jedynie „ekspert” portalu Niezalezna.pl Rafał Dzieciołowski? W uroczystości uczestniczyli przedstawiciele władz Litwy z premierem tego państwa na czele i „daleki garnitur” polskiej dyplomacji. Po prostu wstyd!

Kogo wspiera Niezależna?

Waldemar Tomaszewski, przedstawiający się jako konserwatywny patriota, sojusznik Radia Maryja i gorliwy katolik, swoimi działaniami politycznymi na Litwie raczej zaprzecza swej narracji (…)” 

przytacza słowa Dzięciołowskiego portal Niezalezna.pl

Lider Zjednoczenia Chrześcijańskich Rodzin (czwartej partii popierającej reelekcję prezydenta Andrzeja Dudy), eurodeputowany VI kadencji, dr Bogusław Rogalski opisywał niedawno efekty działalności Rafała Dzięciołowskiego na Litwie.

Rafał Dzięciołowski swego czasu został mianowany społecznym doradcą prezydenta RP Andrzeja Dudy. Jak się jednak okazało, działania tego „doradcy” szkodzą zarówno samemu prezydentowi, wizerunkowi głowy państwa polskiego, jak też kompromitują polską dyplomację w kontaktach międzynarodowych.

Rażącym dowodem tego jest wielki skandal, jaki miał miejsce przy okazji uroczystego otwarcia ulicy im. śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Wilnie. Działo się to w listopadzie 2018 roku, w hucznie świętowanym roku 100-lecia odzyskania niepodległości przez Polskę i Litwę.

To właśnie Dzięciołowski świadomie wprowadził w błąd najwyższe władze Polski sugerując, że uroczystość w Wilnie będzie niskiej rangi. Jak zauważył jeden z wysokich urzędników w kancelarii prezydenta – to Dzięciołowski wmówił politykom PiS, w tym prezydenturze, że wydarzenie w Wilnie będzie lokalne i mało znaczące. Wobec tego do Wilna pojechał tylko sam Dzięciołowski (sic!). W tej sytuacji władze Polski ograniczyły się jedynie do przesłania listów okolicznościowych. List od Prezydenta Andrzeja Dudy odczytał sam Dzięciołowski, a listy od Premiera Mateusza Morawieckiego oraz Prezesa partii Prawo i Sprawiedliwość Jarosława Kaczyńskiego odczytała ambasador na Litwie U. Doroszewska. Jednak to były jedynie listy.

Tymczasem jak się okazało w Wilnie było całkowicie odwrotnie, niż to cynicznie i z premedytacją zapowiadał Dzięciołowski. Odbyła się duża, poważna uroczystość na najwyższym szczeblu państwowym. Dzięciołowski postąpił tak, bo chciał zaszkodzić Polakom na Litwie, którzy przygotowali uhonorowanie śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Wilnie i na Wileńszczyźnie, bo to z ich inicjatywy, Akcji Wyborczej Polaków na Litwie-Związku Chrześcijańskich Rodzin w tak wyjątkowy sposób uhonorowano na Litwie Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Jednak niejako przy okazji Dzięciołowski brutalnie uderzył w pamięć o Prezydencie Kaczyńskim, a jednocześnie zaszkodził urzędującemu prezydentowi Andrzejowi Dudzie ze względu na bardzo niską rangę polskiej delegacji. Natomiast na wysokości zadania stanęli Polacy na Litwie, gdyż zadbali o niezwykle godne i należyte uczczenie Prezydenta, który zginął w katastrofie pod Smoleńskiem.

Otóż w otwarciu ulicy zlokalizowanej w prestiżowym miejscu w centrum Wilna, graniczącej z gmachem stołecznego ratusza, uczestniczyli najwyżsi przedstawiciele państwa litewskiego: premier Litwy Saulius Skvernelis, przewodniczący Sejmu Viktoras Pranckietis, ministrowie, parlamentarzyści, mer (prezydent) i wicemer stolicy kraju Wilna, liderzy polskich organizacji politycznych i społecznych na Litwie i wielu innych, również licznie zgromadzeni mieszkańcy Wilna i Wileńszczyzny.

Odsłonięcia tablic z nazwą ulicy Lecha Kaczyńskiego (w językach litewskim i polskim) dokonali: inicjator nadania ulicy imienia śp. Prezydenta Polski przewodniczący AWPL-ZChR, europoseł Waldemar Tomaszewski, premier Litwy Saulius Skvernelis, przewodniczący litewskiego Sejmu Viktoras Pranckietis, mer Wilna Remigijus Šimašius i wicemer z ramienia AWPL-ZChR Edyta Tamošiūnaitė”.

Zwolennicy lustracji i ujawnienia archiwów KGB są według portalu Niezalezna.pl „rosyjską agenturą”. Zła wola czy „coś więcej”?

Na łamach portalu mojekresy.pl, Antoni Matulewicz przypomniał, jak w lutym tego roku Vitas Tomkus, redaktor naczelny litewskiego tygodnika „Respublika“, opublikował listę mającą zawierać nazwiska współpracowników KGB. Znalazło się na niej wiele osób związanych z litewskim życiem publicznym, w tym politycy, biznesmeni czy działacze. W tym również Czesława Okińczyca, hojnie finansowanego przez władze III RP honorowego ambasadora państwa litewskiego, biznesmena polskiego pochodzenia, właściciela polskojęzycznego Radia Znad Wilii oraz zwolennika ugodowej postawy wileńskich Polaków względem państwa litewskiego. W środowisku wileńskich Polaków reprezentuje wąską, ale wpływową grupę liberałów – zwolenników asymilacji. Przeciwstawia się polityce organizacji takich jak Związek Polaków na Litwie, Macierz Szkolna, Forum Rodziców Szkół Polskich, czy Akcja Wyborcza Polaków na Litwie. Należące do Okińczyca media ostro krytykują AWPL-ZChR, a on sam również krytykuje politykę polskiej partii, wzywając Polaków do większej integracji z Litwinami”

– opisuje portal Kresy.pl.

Akcja Wyborcza Polaków na Litwie-Związek Chrześcijańskich Rodzin (AWPL-ZChR) już w pierwszych dniach po wyborach na Białorusi potępiła przemoc i użycie siły wobec pokojowo nastawionych protestujących w sąsiednim państwie, w wywiadzie dla „Delfi” powiedział przewodniczący tego ugrupowania politycznego, europoseł Waldemar Tomaszewski.

W opinii polityka „nie ma nawet mowy o tym by nasza partia usprawiedliwiała działania (Łukaszenki – przyp. aut.) o tym powiedzieliśmy jeszcze w ubiegły wtorek, tuż po tym, kiedy przeciwko ludziom użyto siły. Powiedzieliśmy, że naszym dążeniem jest zaproszenie do dialogu Łukaszenki i opozycji, o czym między innymi mówił nasz Prezydent”.

Z kolei oceniając działania posła Zbigniewa Jedzińskiego, który w weekend zamieścił wpis na Facebooku, w którym parlamentarzysta wydarzenia w Mińsku porównał do zamieszek w 2009 roku przy Sejmie Litwy, kiedy to do zgromadzonych protestujących strzelano z broni na gumowe kule, byli oni bici przy użyciu pałek, niemało z nich zatrzymano i osądzono, W. Tomaszewski powiedział, że „atak na Jedzińskiego jest wynikiem strachu przedstawicieli nomenklatury sowieckiej, którzy jeszcze zostali w Sejmie, że mieszkańcy Litwy przypomną sobie o antykonstytucyjnych działaniach konserwatystów, takich jak przywłaszczenie emerytur ludzi i ich dochodów”.

Ten wpis jest dedykowany Kubiliusowi i jego partnerom liberałom, którzy wówczas wykazali się postawą nie mniej agresywną przeciwko ludziom niż w chwili obecnej omonowcy na Białorusi. Jedyna różnica polega na tym, że w Mińsku minister spraw wewnętrznych przeprosił za przemoc wobec ludzi, a na Litwie za antykonstytucyjne działania landsbergistów nikt nie przeprosił. Podobnie jak nikt nie został pociągnięty do odpowiedzialności za strzelanie do swoich ludzi” – powiedział w poniedziałkowym wywiadzie dla „Delfi” prezes AWPL-ZChR.

„Delfi” przypomina, że w weekend na swoim profilu na Facebooku Z. Jedziński zamieścił wpis o następującej treści:

Łukaszenko nauczył się od litewskich konserwatystów, jak pacyfikować protesty. Różnica polega na tym, że na Białorusi policja stoi na straży konstytucji, a na Litwie w 2009 r. policja była po stronie tych kto złamał konstytucję, a mianowicie policjanci bronili władzę konserwatystów, która w wyniku tak zwanej „nocnej reformy” łamiąc konstytucję ucięła emerytury i płace zarobkowe”.

Wpisowi temu towarzyszył fragment nagrania zamieszek przy Sejmie, na którym widać, jak funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa Wewnętrznego przy użyciu siły tłumią protest.

Komentując publiczną krytykę pod adresem Z. Jedzińskiego, W. Tomaszewski powiedział, że atak ten jest „odpowiedzią byłych współpracowników reżimu radzieckiego, którzy na dziesięciolecia utajnili swoje życiorysy, na pytania podnoszone w Sejmie przez naszą partię, przede wszystkim na kwestię lustracji”.

W. Tomaszewski dodał ponadto, że „podobieństwo w retoryce aktywisty komsomołu i konserwatystów jest ich poglądem na demokrację, że, ich zdaniem, na Litwie dopuszczalna jest tylko jedna prawda, prawda konserwatystów bądź członków nomenklatury radzieckiej zajmujących wysokie stanowiska polityczne”. Prezes AWPL-ZChR odniósł się także do ataku ministra spraw zagranicznych Litwy: „Być może Linkevičius ma jakieś osobiste zarzuty wobec Jedzińskiego, ich życiorysy bowiem różnią się. Pan Linkevičius był wysokiej rangi członkiem sowieckiej nomenklatury, z kolei Jedziński nie był nawet październiątkiem czy pionierem. I w tamtych czasach był on osobą z zasadami”.

Poprzez zamieszczony wpis Z. Jedziński w sposób sarkastyczny przypomniał konserwatystom o ich błędach, a tego nikt nie lubi. My, jako partia, jedyni w sposób konsekwentny pielęgnujemy wartości chrześcijańskie, podnosimy w Sejmie sprawę dotyczącą Ustawy o lustracji, konwencji stambulskiej, opodatkowania banków. To wszystko nie podoba się krytykantom, dlatego dobra jest dla nich każda okazja, dopuszczają się nawet interpretowania wypowiedzi oponentów w sposób przynoszący im korzyść, co na dodatek tylko zwiększa napięcie wśród mieszkańców”

– powiedział W. Tomaszewski.”

– opisuje portal l24.lt.

ZOBACZ KONIECZNIE!

Poseł na Sejm Republiki Litewskiej Zbigniew Jedziński o lustracji

Czy prezes PiS Jarosław Kaczyński jest celowo „odcinany” od prawdziwych informacji o sytuacji Polaków na Litwie?

Prezes Jarosław Kaczyński wielokrotnie publicznie twierdził, że jest zwolennikiem lustracji i dekomunizacji. Na Litwie, niestety dwóch sygnatariuszy deklaracji niepodległości Litwy: Czesław Okińczyc oraz Zbigniew Balcewicz postanowiło nie tylko ukrywać swoje związki z czasami sowieckimi, ale prowadzić politykę lituanizacji oraz zwalczania Tomaszewskiego, który konsekwentnie domaga się ujawnienia trudnej prawdy. AWPL-ZChR obecnie jest partią współrządzącą, a jej posłowie w Sejmie Republiki Litewskiej jako jedyni protestowali przeciwko utajnieniu akt współpracowników KGB na Litwie na następne 75 lat. Na jesieni na Litwie odbędą się wybory. Atak polskich mediów na polską partię w tym kraju, jest wprost ohydnym przykładem braku zrozumienia, że z Wilna lepiej widać sytuację w Mińsku, a nacjonaliści litewscy marzą o dalszym szerzeniu wojny grupki byłych miłośników Kremla ze środowiskiem AWPL-ZChR. Co zrobi lider PiS? Czy wpłynie na media przychylne polskiej partii rządzącej, aby nie wspierały lituanizacji Polaków? Czas pokaże …

 

Piotr Galicki

Komentarze są zamknięte