3obieg.pl: biegły sądowy – koniec który jest początkiem

Zastępca Naczelnego

Jest i pozostaje oczywistą oczywistością fakt, że skoro sędzia nie jest, bo być nie może, fachowcem w wielu dziedzinach np. medycyny, wypadków drogowych czy też wyceny nieruchomości to posiłkuje się w takich przypadkach dowodem z opinii biegłego sądowego. I właśnie dlatego tenże winien być jak żona Cezara – poza wszelkimi podejrzeniami.

Finis coronat opus, czyli, dowolnie tłumacząc tę latyńską paremię, wszystko dobre co się dobrze kończy. Artykułem pt. SYMBIOZA zapoczątkowany został pewien mały cykl opisujący wielce niepokojące zjawiska odnoszące się do specyficznej współpracy pewnej grupy sędziów z pewną grupą biegłych sądowych.

Jest i pozostaje oczywistą oczywistością fakt, że skoro sędzia nie jest, bo być nie może, fachowcem w wielu dziedzinach np. medycyny, wypadków drogowych czy też wyceny nieruchomości to posiłkuje się w takich przypadkach dowodem z opinii biegłego sądowego.

Prawo procesowe wyznacza istotną rolę (aczkolwiek nie w 100 % przesądzającej o treści wyroku wydawanego na podstawie takiej opinii, ale w znacząco wysokim procencie) opinii biegłego: vide art 278 i n. kpc w praktyce rzecz ujmując jako tzw. (aczkolwiek nieadekwatny i nieprecyzyjny) „koronny” dowód. Takie usytowanie tegoż dowodu implikuje rzecz jasna, stawianie przed osobą, która ma pełnić funkcję biegłego sądowego konieczność spełnienia wysokich standardów nie tylko powiedzmy stricte naukowych, ale i etycznych, co w sposób exspressis verbis zostało ujęte treścią § 12.1.4 rozp. Ministra Sprawiedliwości z 24.01.2005r o biegłych sądowych. Każdy biegły winien legitymować nie tylko przed jego powołaniem na tę funkcję, ale przez cały okres jej sprawowania tzw. rękojmią, dającą gwarancję, że swoje obowiązki spełniać będzie w sposób wiarygodny i obiektywny, czyli będą one realizowane w sposób stawiający jego personę w krąg osób tożsamych z żoną Cezara.

To wręcz naturalny wymóg korespondujący z cytatem ze znanego filmu „Pół żartem, pół serio” – no body is perfect.

Wszak natura ludzka jest ułomna i jak w każdej grupie społecznej czy profesjonalnej zdarzyć się mogą i niestety zdarzają tzw. czarne owce. Dramatem jest jeżeli takie czarne owce przybierają skórę sędziego, czy biegłego sądowego albowiem podważa to struktury wymiaru sprawiedliwości, a w istocie rzeczy tym samym praworządnego państwa. To, że takie przypadki miały czy mają miejsce absolutnie nie upoważnia do zastosowania jakiejkolwiek tolerancji dla tego zjawiska. Niestety taka tolerancja, czy też wręcz szeroko rozportarty parasol ochronny nad negatywnym bohaterem naszych kolejnych artykułów tj. QUI PRODEST i BIEGŁY TO MA KLAWE ŻYCIE przez Sąd Okręgowy w Gliwicach nie nastraja optymizmem.

Nasz czytelnik od 14.03.2017r podjął starania, aby biegły sądowy z zakresu szacowania nieruchomości Maciej Serdyński został usunięty z tej listu rejencji Sądu Okręgowego w Gliwicach, przedkładając stosowne dowody i argumentację. Poprzedni Prezes Sądu Okręgowego w Gliwicach H. Brzyżkiewicz całkowicie sprawę strywializował, czyli mówiąc kolokwialnie olał.

A z jakichże powodów? Stare polskie porzekadło wszak mówi, że jak nie wiadomo o co chodzi….

Niestety aktualny Prezes A. Cichocki używając nieco odmiennej retoryki powielił argumentację o rzekomym braku negatywnych przesłanek po stronie M. Serdyńskiego mogących go eliminować z listy biegłych sądowych, posiłkując się przy tym hagiograficzną korporacyjną opinią stwierdzającą, że tenże M. Serdyński to rzekomo wybitna jednostka z zakresu rzeczoznawstwa majątkowego.

To sztampowa opinia prawie każdej korporacji o swoich członkach, która dopiero aktualnie została dostarczona do Sądu, mimo obligu wg w/w rozp. M.S. o konieczności legitymowania się nią apriorycznie.

Przez okres aż 10 lat nikt, a szczególnie Sąd Okręgowy nie przejął się łamaniem prawa (brak wymaganej opinii).

Natomiast jak diabeł święconej wody unikał unikał Pan Prezes A. Cichocki wielce jak widać niewygodnej dla niego polemiki odnoszącej do ewidentnego braku wymaganej rękojmi przy sprawowaniu funkcji biegłego sądowego.

Sąd Okręgowy w Gliwicach jest w posiadaniu orzeczenia Sądu Apelacyjnego w Katowicach z dnia 20.12.2017r, które jednoznacznie wykazało, że biegły (jeszcze w tej dacie) sądowy Maciej Serdyński dopuścił się próby wyłudzenia nienależnych mu kwot pieniężnych w wysokości ponad 2500 zł w oparciu o sfałszowany kosztorys wykonanych rzekomo czynności, co znalazło stosowny wyraz w wystawionej fakturze.

Pomimo takich zaistniałych okoliczności Pan Prezes Cichocki nie podjął jakichkolwiek działań mających na celu eliminację czarnej owcy z listy biegłych sądowych rejencji Sądu Okręgowego, względnie otaczająca go specyficzna personalna magma wzajemnych stosuneczków biegli-sędziowie uniemożliwiła mu zapoznanie się z całokształtem problemu.

Symptomatyczne.

Papierkiem lakmusowym aktualnego postępowania Prezesa Cichockiego okaże się, czy zgodnie z treścią obligatoryjnego art. 304 kpk złoży on do organów ścigania stosowne zawiadomienie o popełnienie przez M. Serdyńskiego deliktu ujętego treścią art. 271 k.k.

Zaręczam, że o sprawie nie zapomnimy i w przypadku braku reakcji podejmiemy stosowne działania.

Przy okazji bezpośrednio zainteresowany tematem chciałby złożyć w miarę umiarkowane podziękowania za choćby minimum pomocy w sprawie jakiej doznał od Pana Ministra M. Wójcika, a jednocześnie oświadczyć, że zarówno on jak i jego szerokie grono znajomych i rodzina, odpowiednio (przy kolejnych wyborach) potraktuje hipokryzyjne oświadczenia o rzekomej gotowości do niesienia pomocy przez (z litości bez nazwisk) posłów PiS z Bielska Białej oraz Gliwic.

Symptomatyczna „dobra zmiana”.

Zainteresowanych proweniencją familijną niektórych osób odsyłam do przestudiowania akt IPN odnoszących się do np. dziadka i ojca w/w biegłego. Co prawda za grzechy ojców nikt nie ponosi odpowiedzialności, ale wiadomo przecież o jabłku, które nie pada zbyt daleko od jabłoni.

Natomiast gruntownej analizy wymaga fakt funkcjonowania nadal na liście SO (obowiązującej od dnia 01.01.2018r) osoby Macieja Serdyńskiego, gdy w istocie rzeczy winien on zniknąć całkowicie z tej listy.

Czyżby używając języka red. Targalskiego funkcjonowały nadal jakieś bolszewickie złogi, magma i beton????

Formalnie M. Serdyński został z listy biegłych „odstrzelony”, ale jakoś nadal na niej tkwi.

Poruszony wyżej problem zapewne nie odnosi się w Sądzie Okręgowym w Gliwicach jedynie do osoby M. Serdyńskiego.

Przede wszystkim nie do końca wiadomo, ile opinii biegły sporządza w ciągu miesiąca. Jeśli bowiem tak łatwo, prosto i przekonująco Sąd Apelacyjny w Katowicach zmniejszył ilość godzin poświęconych na opracowanie opinii będącej główną przyczyną powstania całego cyklu artykułów zachodzi podejrzenie, że zawyżenie było oczywistą oczywistością dla składu już I instancji.

Z przyczyn, które ważą na losie każdej cywilnej sprawy, sąd wzruszył ramionami i czekał na inicjatywę strony.

Bo przecież to przegrywający płaci.

To jednak może, przynajmniej hipotetycznie, prowadzić do sytuacji, w której łączny czas poświęcony na opracowanie opinii w skali miesiąca przewyższa ilość wszystkich godzin, jakie miesiąc ten liczy! A gdzie sen, jedzenie, inne zajęcia?

Biegły pracujący 48 godzin na dobę! Czy ktoś w sądzie bilansuje czas pracy biegłego? A przecież nie chodzi tylko o tych, którzy wyceniają nieruchomości.

Sporo biegłych zatrudniają wydziały rodzinne, gdzie jedna ze znanych biegłych dokonuje oceny psychologicznej strony tylko i wyłącznie w oparciu o materiał z postępowania. Szkoda jej czasu na wzywanie? Przy czym wycena opinii nie odbiega wiele od tej, jaką dokonał pierwotnie Serdyński w opisywanej sprawie. Ile razy jest zatem zawyżana?

5-cio, 10-ciokrotnie?

To, że wartość takiej opinii równa jest zeru może być wywiedziona tylko w postępowaniu odwoławczym i to pod warunkiem, że sędzia będzie akurat miał rozeznanie co do warunków badań psychologicznych itp.

Zaręczam, ze wiedza na ten temat nie jest powszechna wśród prawników noszących togę.

Gdzie zatem jest sąd, ongiś w podręcznikach dla studentów prawa nazywany „najwyższym biegłym”, a więc mogącym skorygować nie tylko wartości podawane przez biegłego, ale i nakłady pracy.

O tym, że bezkrytyczne przyjęcie opinii biegłego rodzi konsekwencje w postaci rażącego pokrzywdzenia od lat wiadomo na przykładzie Bogdana Biedrzyńskiego.

Sąd jednak opinię biegłego sądowego Jerzego Karpińskiego uznaje za doskonałą i robi wszystko, by nie dopuścić do jej wzruszenia.

To również tysiące, a może i setki tysięcy szarlatanów- grafologów, którzy jakimś cudem wpisani na listę biegłych sądowych opinie wydają wyłącznie w oparciu o program komputerowy, ongiś dołączany za darmo do nowozakupionego komputera jako tzw, gadżet (np. sieć Aldi w Bawarii w latach 1999-2002).

Zdawać sobie jednak należy sprawę z faktu, że podobne zjawiska jak wyżej zasygnalizowane w Okręgowych Sądach np. w Jeleniej Górze, Suwałkach czy Krakowie stanowią jedynie czubek góry lodowej wymagającej od min. Ziobry gigantycznej pracy w tym zakresie, aby maksymalnie oczyścić stajnię Augiasza.

A poza tym sądy są ciągle niezależne i niezawisłe. Jednym słowem всё в порядке.
Zaorać?
Póki co informujcie nas o podobnych przypadkach. Spisane bowiem będą czyny.

Humpty Dumpty

Komentarze są zamknięte